Archive

Najniższy wspólny mianownik

Czytałem ostatnio ciekawy wpis Pavla Tsatsouline. Jeśli trenujecie sporty siłowe i nie wiecie, kim jest Pavel to lepiej sie do tego nie przyznajcie. Biegacze są jeszcze jako tako usprawiedliwieni –  w końcu to nie ich bajka; ale jak ktoś, choćby amatorsko macha żelazem i nie wie, kim jest Pavel – wstyd i minus dziesięć do lansu.
Wracając jednak do wpisu.

przyrost masy

Wredny Rusek, jak to niektórzy o Pavle mówią, stworzył program treningowy przeznaczony dla jednostek specjalnych. W tworzeniu takich planów Pavel ma spore doświadczenie, ponieważ szkolił specnaz, SWAT, secret service – jego lista klientów mówi sama za siebie. Ciekawostką tego planu jest fakt, że opiera się on tylko na trzech ćwiczeniach
– martwy ciąg
– podciągnięcia na drążku
– snatche kettlem (nie wiem, jak to przetłumaczyć, wiec podeprę sie filmikiem z jutuba)

Zgodnie z tłumaczeniem autora, te trzy ćwiczenia załatwiają wszystko, czego żołnierz/komandos może potrzebować.
Martwy ciąg załatwia kwestie związane z podnoszeniem ciężaru z ziemi (plus noszenie rannego kolegi). Rozwija Nogi, korpus i plecy
Drążek rozwija siłę niezbędną do pokonywania przeszkód (na które głównie się wspinamy). Rozwija ręce i górną część pleców
Snatch odpowiada za mocne biodra, korpus oraz siłę eksplozywną. Rozwija w zasadzie wszystko od bioder wzwyż

Zauważyliście coś?
Ja też.
Nie ma niczego na mięśnie  brzucha

Sześciopak, czyli mięsień lanserski, jest z praktycznego punktu widzenia kompletnie nieprzydatny. Jeśli spojrzeć na niego pod kątem, już nawet nie „akcji specjalnych” ale zwykłych codziennych aktywności, to spełnia on funkcję niechwytnego ogona. Zwykły  nieużyteczny bajer (ale jaki fajny 😉 )

Skoro tego typu trening wystarcza dla oddziałów specjalnych, dlaczego miałby nie wystarczyć dla przeciętnego Kowalskiego, czy innego Zapolskiego? Jest w  nim zasadzie wszystko, co potrzeba. Buduje podstawowe (i najczęściej używane) mięśnie, rozwija siłę praktyczną.
Po co komu więcej?

Jest to ascetyczny zestaw dla ludzi, którzy nie chcą się bawić w sport, tylko budować konkretną siłę. Nie mają czasu na pierdoły, potrzebują konkretów – właśnie dla żołnierzy, komandosów, oddziałów specjalnych. Ja lubię, gdy coś sie dzieje, zmienia, gdy zamiast klasycznych brzuszków, mogę zrobić scyzoryki, nożyce, toes 2 bar, czy poziomki na kółkach gimnastycznych. Lubię mieć z czego układać trening. Lubię mieć wybór.
Gdybym miał zredukować swoje treningi tylko do tych trzech ćwiczeń, chyba bym je szybko znielubił i porzucił.
— chyba —

Na razie nieśmiało oglądam jego  materiały video i ukradkiem podczytuję. Jest w tej prostocie jakiś urok  i kto wie, może za rok złapię fazę na minimalizm i sprowadzę wszystko do najniższego wspólnego mianownika?
Skoro odechciało mi się maratonów a piwo straciło smak, to chyba wszystko jest możliwe.
Sam nie wiem, czy z ciekawością patrzeć w przyszłość, czy też zwyczajnie zacząć się bać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *