Archive

Nie będziesz zajebisty w to lato

Jest połowa stycznia. Ofiary postanowień noworocznych tracą resztki motywacji, w siłowniach powoli da się dopchać do hantli. Gdzieś tak do połowy lutego jeszcze będzie jako tako a potem zacznie się wysyp zapaleńców sylwetki last minute i znów trzeba będzie robić łokciami w szatni.

CrossFit, jak każdy fit biznes nie jest wolny od obiecywania gruszek na wierzbie – nie dalej jak w listopadzie zeszłego roku widziałem reklamę jednego z boksów, który zapraszał do zrobienia sylwestrowej sylwetki. Rzecz jednak w tym, że tak jak klasyczne fitness kluby, tak i krosfitowy box nie da Ci boskiego ciała na lato.

Półbogi…

Kiedy patrzymy na czołówkę krosfitu –  tak rodzimego jak i zagranicznego –  widzimy półbogów niemalże. Panowie jak spod dłuta, panie takie że oczopląsu dostać idzie – normalnie żywa reklama krosfitnesu – nic, tylko iść, ćwiczyć i czekać aż zajebistość żyłami popłynie. Wystarczy jednak trochę zainteresować się tematem, poczytać o przeszłości tych półbogów –  i nagle okazuje się że KAŻDY z nich ma solidne (nierzadko dwudziestoletnie) zaplecze w innych sportach i to, że dźwiga w chuj i wygląda jak z obrazka to nie jest zasługa CrossFitu, tylko skomasowany efekt kilkunastu lat ciągłej styczności ze sportem a często gęsto poświęcania mu całego swojego życia.

… i chudopachołki

Robię ten krosfit od 2,5 roku. Lepiej, lub gorzej, z przerwami na drobne kontuzje,  ale chodzę do tego boksa, znam ludzi z którymi trenuję (bo przecież ze sobą rozmawiamy i coś tam o sobie wiemy), widzę jakie progresy robią, jak się zmieniają i prawda jest taka, że żaden z nich nie stał się dzięki krosfitowi nawet ćwierć boski, żaden nie zrobił plażowej sylwetki. Owszem, jest wielu którzy wyglądają zajebiście, ale wszyscy oni, wszyscy co do sztuki, zanim trafili na CrossFit uprawiali inne sporty i trafili do boxa z dobrą „bazą”, którą trzeba było tylko doszlifować.

Zwykły Kowalski, którego jedynym życiowym sportem było wyczynowe garbienie się nad książką/laptopem nie stanie się po roku klonem Ryśka Froninga. Nie stanie się nim też po dwóch ani po pięciu. Sam jestem takim Ziutkiem, który większość życia spędził nad książkami i komputerem; nagle po trzydziestce odkrył sport i mimo, że żrę jakbym miał tasiemca a na treningach się nie opierdzielam, to nie ma takiego mistrza fotoszopa, który posłałby mnie na okładkę Men’s Health. Widzę też znajomych „mojego pokroju” – ludzi z banków, korporacji, mających rodziny i biurową pracę na etacie – im też nikt by nie zaproponował sesji do „Playgirl”, bo choć są sprawni i silni, wciąż im daleko do tych, którzy robią za żywą reklamę CrossFitu.

Mniej ładni, ale nie brzydsi

To nie jest tak, że trenujemy gorzej, częściej jemy niekoszernie i ogólnie słabiej się przykładamy do treningów . Wyglądamy tak, jak wyglądamy, bo zaczynamy od zera, bo naszym sportem był Excel bez trzymanki i sprint przed deadline’m. Nie mamy w zanadrzu dwudziestu lat judo, dziesięciu lat gimnastyki, czy jakiegokolwiek innego, uprawianego od dziecka sportu. Patrząc z perspektywy dowodu osobistego, sport nie stanowi nawet 1/10 naszych życiorysów. Jesteśmy wciąż świeży i nieopierzeni. Dopiero zaczynamy.

Nie poświęcamy też krosfitowi całego życia. Nie jesteśmy trenerami personalnymi ani aktorami, którzy przygotowując się do roli wywracają życie do góry nogami. Jesteśmy typowymi Kowalskimi i nie możemy sobie pozwolić na totalną rewolucję w życiu. Choćby dlatego, jeszcze przez kilka najbliższych lat nie będziemy wyglądać jak młodzi bogowie.

To nie tylko kwestia wyglądu.
Oczekiwanie od siebie, że zrobi się Fran w pięć minut jest absurdem,  jeśli nie ma się sportowej przeszłości. Łapanie się za ciężary na RX jest równie głupie – bo nie zostały dobrane z myślą o nawróconym księgowym. Owszem, każdy z nas ma w boxie znajomego, który robi rozgrzewkę Twoim PRem – ale  spójrz na niego, albo lepiej zapytaj, ile lat chodził na siłownię, co wcześniej trenował –  i dopiero wówczas się do niego porównuj.

Nie zostaniesz milionerem

Znane porzekadło mówi, że kobieta może milionerem uczynić tylko tego mężczyznę, który już jest miliarderem. Podobnie jest z Krosfitem – da ci zajebistą sylwetkę, ale tylko wtedy, gdy wcześniej już coś ćwiczyłeś, najlepiej przez kilka ładnych lat. Jeśli masz już na sobie trochę mięsa, CrossFit wyrzeźbi ci je tak, że sam siebie nie poznasz. Jeśli jednak jesteś posiadaczem sylwetki biurowej to nie oczekuj, że w kilka miesięcy zmienisz  się w Adonisa, bo to się nie stanie.

Jeśli nie masz solidnej „bazy mięśniowej” i „zaplecza sportowego”, CrossFit (ani żaden inny fit-wynalazek) nie da Ci boskiego ciała w miesiąc, w dwa ani nawet w pół roku. Nie zrobisz też Fran w pięć minut – nie ma co się oszukiwać.

CrossFit zrobi z ciebie mistrza, jeśli już jesteś zajebisty.
Cała reszta będzie po prostu lepsza, niż wczoraj.