Kontuzja z przypadku

Spietrałem się dziś co nie miara.
Wracam z pracy do domu. Normalnym, dość żwawym krokiem, bez wyginania kostki, chodnik w miarę równy… I nagle sru, jak mnie nie zacznie boleć śródstopie. Ból taki, że kroku zrobić nie mogę. 

Pierwsza myśl – złamałem jakąś kość. Ale jaką i jak? Przecież normalnie idę, nie potknąłem się, na nic nie zadepnąłem… To może skurcz? Ale na skurcz to za mocne… Próbuję iść  – a gdzie tam –  nie ma mowy żeby ciężar na stopę postawić. To może na palcach? Ale jak na palcach 1,5km do metra kuśtykać?

Powoli, jak stary dziadek, człapu człap próbuję rozchodzić ból. Idzie opornie, ale idzie. W końcu jakoś doczłapałem do metra. Schodzę po schodach i czuję, a w zasadzie nie czuję bólu w kolanie. Bolało i przestało –  a może nie tyle przestało, co przeniosło się pół metra niżej.
W stopę.

I tak się zastanawiam, jak to niewiele trzeba, żeby podłapać jakąś kontuzję. Idzie człowiek w biały dzień po chodniku, trzeźwy, w wygodnych butach i nagle ni z  tego ni z owego – hyc, coś mu stopie strzela.
I na nic tu „mądre” rady w stylu „patrz pod nogi”, „uważaj jak chodzisz” itd. Czasem po prostu coś pieprznie bez wyraźnego powodu i nic się nie da z tym zrobić.
Ot, niefart i tyle.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s