Dwie lekcje z jednego biegu

Miało być poranne bieganie, ale gdy o czwartej rano usłyszalem odglos bębniącego (a raczej napierdalającego, bo  padaniem tego nazwać nie można) deszczu moja siła woli powiedziała, że nie, nie tym razem.
No i dobrze, bo cały dzień chodziłem lekko podminowany, nakręcony na wieczorne bieganie. Do tego rodzinka jeszcze nieco ciśnienie podniosła i efekt był taki, że w godzinę dwadzieścia zrobiłem 14,3km (co daje średnią 5,34min na kilometr) i podbiłem życiówkę na dychę o całe 15 sekund (56:30).

Dwie fajne lekcje z dzisiejszego biegu.
Pierwsza: oczyszczenie głowy w wkurwu. Nic tak nie resetuje jak bieganie. Próbowałem pływania, próbowałem roweru –  ale są to sporty za mało absorbujące, nie potrafię się przy nich wyłączyć. Biegając, szczególnie gdy starałem się trzymać w miarę równe tempo, już po 20 minutach zapomniałem o całej irytacji i jedynym, co miałem w głowie było rytmiczne napieranie do przodu.


Rzecz druga: Finisz na ostatnich kilometrach. Naczytałem się Crissie Wellington i postanowiłem powyciskać z siebie nieco więcej, niż zwykle. Nie zamykać się w bezpiecznym, oswojonym tempie, tylko przyduszać po troszku. W trakcie pierwszej dychy zrobiłem sobie  5, czy 6 dwustumetrowych przyspieszeń, ale prawdziwy ogień poszedł na samym końcu. Z początku rozum się bronił, że to końcówka, że 12 za mną, że zmęczenie i tak dalej, ale przycisnąłem do średniej 5min/km i udało mi się tą średnią utrzymać przez 2,5km. Okazało się, że można siłą woli zmusić organizm do większego wysiłku i… nic się nie dzieje. Człowiek nie umiera, płuc nie wypluwa, nogi nie odpadają. Czyli że da się!
To chyba najważniejsza lekcja z dzisiejszego biegania: granice są pozorne, trzeba tylko mocniej przycisnąć.


Poza tym, dziś było pierwsze bieganie z gps’em. Dziwnie trochę, bo przywykłem do spikerki z runkeepra podającej czas/średnią itd, ale skoro czlowiek przywykł –  to i odwyknie. Kilka razy nie usłyszałem piknięcia sygnalizującego przebiegnięty kilometr i zastanawiałem się, czy to ja się tak wlokę, czy GPS zwariował 🙂



I ostatnia rzecz: Żarówiaste frotki asicsa za całe 15 zeta dają +10 do widoczności po zmierzchu.
Super inwestycja.



Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s