Kto ma większego czyli kwestia ambicji

W trakcie wczorajszego wieczornego biegania byłem świadkiem wypadku z udziałem dwóch rowerzystów. Wypadku ciekawego o tyle, że sprowokowanego przez biegnących po ścieżce rowerowej niedzielnych biegaczy i będącym podręcznikowym przykładem wypadku z głupoty.

Żeby lepiej naszkicować sytuację przygotowałem rysunek sytuacyjny.



Jest chwila przed 22gą. Po ścieżce rowerowej truchta otyły biegacz (C). Kilka metrów przed nim, tyłem do kierunku biegu truchta/podskakuje jego kolega (D) zagrzewając go do wysiłku. Widząc tą sytuację, jadący dość szybko rowerzysta A próbuje ich wyminąć bokiem. Jadący z naprzeciwka (z równie dużą prędkością) rowerzysta B nie zwalniając wchodzi w zakręt i zderza się z rowerzystą A. Szczęśliwie nic nikomu się nie stało.
Rowerzysta B podnosi się i wdaje się w kłótnię z biegaczami.

Zacznijmy od najważniejszego: głównym winnym wypadku są bezmyślni biegacze, którzy w swym pędzie do boskiej sylwetki biegali w miejscu nie przeznaczonym do biegania. To nie podlega dyskusji. Zachowali się jak idioci i koniec.
Ale.
Bez winy nie byli też rowerzyści, którzy pomimo później pory i słabej widoczności zasuwali po ścieżce, jakby to była pusta szosa. Oczywiście – ścieżka rowerowa to ścieżka DLA ROWERÓW a nie pieszych, psów , czy matek z dziećmi – ale warto też pamiętać, że biegnie ona przez osiedle, po którym biegają psy, dzieci, niedzielni biegacze – ogólnie rzecz biorąc toczy się życie i trzeba brać na to taką samą poprawkę, jak jeżdżąc samochodem po ulicach. Przepisy przepisami, ale jak w każdej sytuacji, przede wszystkim trzeba korzystać z głowy, użyć wyobraźni – i tejże wyobraźni ewidentnie tu zabrakło.
Zabrakło jej biegaczom, którzy nie myśleli o tym, że przeszkadzają rowerzystom, oraz rowerzystom, którzy zbliżając się do zakrętu gnali niczym po torze wyścigowym.
Plus całej sytuacji jest taki, że nic się nikomu nie stało.

Problem jest jednak nieco szerszy, ponieważ moim zdaniem winny jest tu przede wszystkim przerost ego. Typowym zachowaniem na drodze jest manifestowanie swego ja. Ja jadę/biegnę – wszystko z drogi. Czy to kierowcy, czy rowerzyści, czy biegacze – wszyscy zachowują się, jakby droga należała do nich i wszyscy mieli w obowiązku się do nich dostosować. Kierując samochodem, gdy zbliżam się do skrętu w prawo po kilkakroć rozglądam się, czy aby przypadkiem jakiś zapaleniec na rolkach/rowerze nie wyskoczy mi znienacka, ponieważ nauczony doświadczeniem wiem, że rowerzysta = idiota. W tym momencie mogę krzywdzić tych, którzy jeżdżą rozważnie i z kulturą, ale giną oni w natłoku idiotów zachowujących się, jakby byli królami dróg. Nieraz zdarzało mi się widzieć rowerzystę, który zbliżając się do przecięcia drogi ze ścieżką rowerową nawet nie zwolnił. Rozumiem przepisy, ale niech mnie, kierowcę, na chwilę oślepi słońce, niech na sekundę przestanę widzieć, co się na drodze dzieje – wypadek gotowy. Rozumiem, że jest wielu kierowców, którzy nie przepuszczają rowerzystów, wymuszają przejazd – i są to zachowania skandaliczne – ale z drugiej strony nie może to być powodem do zachowań zwyczajnie głupich i nieodpowiedzialnych, bo koniec końców, przy zderzeniu z autem, rowerzysta skończy na wózku a kierowca w więzieniu.
I co sobie tym udowodnimy?

Inna kwestia to prędkość. Biegając wzdłuż ścieżek widzę, z jaką prędkością jeżdżą rowerzyści – zapieprzają jakby byli na wyścigach zupełnie zapominając, że granicą pomiędzy ścieżką a drogą dla pieszych jest często wąski pasek farby na chodniku (szkoda że nie gnają tak na ulicach, gdzie z lubością utrudniają poruszanie się samochodem). Zdają się nie myśleć, że przy prędkości 30km/h i takiej ilości rowerów, jaka jeździ po Ursynowie zwyczajnie prowokują wypadki. Rozumiem, że mają się za sportowców, rozumiem wiatr we włosach i adrenalinę ale nie umiem zrozumieć braku wyobraźni. Ścieżki rowerowe nie są tak wyraźnie wydzielone z ruchu, jak ulice, nie są oddzielone 1,5 metrowym pasem zieleni, biegną często wzdłuż chodników na których toczy się normalne życie.
Już słyszę tą argumentację, że skoro piesi nauczyli się uważać na samochody to powinni też zacząć uważać na rowery. Owszem powinni – ale powinno to też działać w druga stronę. Chcesz mieć takie sama prawa jak auto – zrób prawo jazdy, ubezpiecz rower, poddaj się ograniczeniu prędkości i przede wszystkim zdaj sobie sprawę tego, że poruszasz się pojazdem mechanicznym, który uderzając z prędkością 30km/h w pieszego potrafi zrobić z niego kalekę.
Jesteś kierowcą – bądź odpowiedzialny.

Zamiast gadać o tym, co być powinno a nie jest – bo tak to można w nieskończoność – warto powiedzieć jedno: UŻYJ MÓZGU. Zachowywanie się jak król drogi do niczego dobrego nie prowadzi. Oczywiście, można dalej rozdymać ego i wychodząc z założenia „ja mam pierwszeństwo bo” igrać z losem (wczorajszy wypadek wyglądał groźnie – byłem zaskoczony, że rowerzyści się podnieśli o własnych siłach) ale o wiele rozsądniej jest spuścić trochę powietrza z balonika i uznać, że poza mną też są inni ludzie.

Nie trzeba wiele – wystarczy rozglądać się na skrzyżowaniach ( nie tylko z jezdnią, ale też ze ścieżką rowerową) – rozumiem, że muzyka na uszach może właśnie dawać największego kopa w ostatnim ćwierćwieczu, ale kiepsko się biega po zderzeniu w rowerem, czy samochodem. Rozsądnie jest też nie zapieprzać jak Armstrong w miejscach gdzie jest większy ruch, zwolnić przy zakręcie, czy przecięciu dróg. To są podstawy, ale wczorajsza sytuacja pokazuje, że trzeba cały czas o nich przypominać.

Przede wszystkim trzeba jednak korzystać z wyobraźni i zdrowego rozsądku, bo można albo kogoś okaleczyć, albo samemu skończyć na wózku.

Bo gdy adrenalina opadnie okazuje się, że są rzeczy ważniejsze od pokazania, kto tu jest królem drogi.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s