Co mi przeszkadza w modzie na bieganie.

Wystarczy wyjrzeć za okno, by przekonać się, że biega chyba wszystko, co ma nogi. Na chodnikach i ścieżkach biegowych jest czasem tak tłoczno, że problemem staje się ominięcie, czy wyprzedzenie drugiej (trzeciej, piątej, n-tej) osoby. Las Kabacki w weekendy jest zatłoczony niczym w boże ciało. Dochodzi do tego, że aby pobiegać w spokoju trzeba wstawać wcześnie rano, ponieważ zgodnie z nazwą pewnego portalu, Polska biega.
W realu.

Do tej mody biegowej mam stosunek mocno ambiwalentny. Z jednej strony cieszy mnie, że ludzie wychodzą, ruszają się, że walczą z sadłem i o kondycję. Z drugiej zaś zwyczajnie wkurzam się widząc te tłumy na ścieżkach, bo mam wrażenie, że wychodząc na trening biorę udział w jakiejś imprezie masowej. Bieganie przestało być formą aktywności a zaczyna być formą lansu, produktem popkultury, czymś, co po prostu wypada/modnie jest zrobić.
I mierzi mnie to.

Można i trzeba postawić pytanie „a co ci to przeszkadza? Niech sobie biegają, na zdrowie”.
Przeszkadza mi to, że „moja” aktywność, moja forma walki z samym sobą robi się masowa. Że jak każda masowa aktywność przyciąga masę sezonowych przygłupów, które biegają nie zwracając uwagi na innych i stwarzają zagrożenie na chodnikach. Oczywiście, jest to mój problem nie ich –  bo każdy ma prawo do biegania, ale mierzi mnie to i kropka. Mierzi, bo kiedy widzę, że „moją” walkę uprawiają wszyscy dookoła (choć tak naprawdę to jest ich walka, bo to oni się pocą), to gdzieś mi się to zaczyna rozmywać. Owszem, dalej mam frajdę z biegania, dalej bije się sam ze sobą, ale rozwadnia mi się gdzieś ten „bonus”. Biegając przez okrągły rok czułem sie lepszy, bo robiłem coś, na co większość nie miała siły/samozaparcia – i nagle wiosną okazało się, że nie jestem samotnym fajterem, tylko częścią mody, fragmentem pospolitego ruszenia.

Biegać zacząłem w marcu 2012 podpuszczony wynikami znajomych. Zwyczajnie pozazdrościłem, ambicja zagrała i postanowiłem, że skoro oni – to i ja. Szybko uzależniłem się od strzału endorfin i bólu w mięśniach. Duma, którą czułem z każdym podniesionym dystansem, czy szybszym tempem była nie do opisania. Czułem się zajebiście sam ze sobą oraz  –  powiedzmy to uczciwie – lepszy od innych, tych, którzy nie robią nic. Lubiłem (i nadal lubię) ten klimat walki, to szykowanie się do wyjścia na mordęgę z samym sobą. I nagle okazuje się, że pół polski tak wychodzi, że to już nie walka, tylko fragment mody. Czuję się jak muzyk grunge z po sukcesie „Nevermind” Nirvany –  jeszcze wczoraj krzyczałem, jak mi na tym świecie źle a dziś krzyczą tak wszystkie stacje muzyczne i dzieciaki z gimnazjum. 
Ktoś mi wziął i podpieprzył mój bunt…

Nie podoba mi się propagowanie sportu, te wszystkie pięciokilometrówki z dwugodzinnym limitem czasu, biegi rodzinne itp. Chciałbym aby bieg nie był czymś, do czego „się zachęca” tylko tym, do czego człowiek dochodzi, bo chce coś ze sobą zrobić. Chciałbym aby niósł element wyzwania, walki, bólu – żebym wiedział, że mijany po drodze biegacz/ka morduje się tak samo, jak ja bo gdzieś w środku jest fajterem a nie lanserem. Chciałbym poczuć tą niemą więź z kimś, kto zaciska zęby i zapieprza, choć rozsądek mu puka od środka głowy.

Wiem. To kompletnie irracjonalne. Przecież nie biegam dla innych, tylko dla siebie.
A mimo to wkurzam się. Wkurzam jak dziecko, któremu wydawało się, że robi coś specjalnego, coś wyjątkowego, które czuło z tego dumę, po czym dowiedziało się, że robią tak wszyscy dookoła. Czy to deprecjonuje mój wysiłek? W żadnym wypadku! Dalej uparcie robię to, co daje mi endorfinowego kopa, nadal podnoszę poprzeczkę. Wciąż ścigam się sam ze sobą.
Tylko wkurza mnie, że podczas tego wyścigu muszę non stop kogoś omijać 😉
Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Co mi przeszkadza w modzie na bieganie.”

  1. Biegalem kolo 4 rano (przed praca), biegalem po 23 (po pracy) i uwierz… Cisza, spokoj, zadnego biegacza hehe W moim malym miescie w .uk biegacze preferuje godziny kolo 9 oraz po 17 – wtedy to ich widac.
    A w nawiazaniu do glownego tematu – kiedy rok temu zaczynalem (zeby wspomoc plywanie) krag znajomych pukal sie w glowe. W ciagu roku 6 znajomych rowniez podjelo temat, co mnie cieszy. Dla swego dobra. Inna rzecz, ze ja napieram a oni biegaja. Ja ustawiam sobie limity do zrobienia a oni biegaja. Jak sie nie wybiegam to ide na 2h basenowania a oni biegaja. Wiec wiesz… Niech sobie Polska biega a my swoje dalej =)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s