Nie znam się – więc się wypowiem

Raptem kilka dni temu napisałem na temat tyleż obiegowych, co fałszywych opinii na temat crossFitu – a dziś natknąłem się na idealny przykład takich opinii. Przykład o tyle jaskrawy, że opublikowany na sportowym portalu – więc wypadałoby oczekiwać, że autor wpisu będzie miał jakieś pojęcie o tym, o czym pisze. Nic podobnego – w artykule bzdura bzdurę pogania.  Kto jest ciekaw i ma czas – zapraszam do poczytania tego artykułu.  Ja pozwolę sobie od razu przejść do konkretów.

Zasadnicze zarzuty autora wobec crossFitu są trzy, a mianowicie, że:
– jest „do wszystkiego czyli do niczego”
– jest kontuzyjny (a to ci zaskoczenie!)
– nie jest idealnym systemem rozwoju siły i mięśni.

Na początek może wyjaśnię, co to jest crossFit i o co w nim chodzi.
Celem crossFitu jest rozwój całościowej wydajności ciała, takie zgranie i „nasmarowanie” wszystkich mięśni, ścięgien i stawów, by organizm rozumiany jako całość był w stanie sprostać nawet najtrudniejszym wyzwaniom. Stąd też jego „podtytuł” – „trening funkcjonalny”. CrossFit ma pomóc  w coraz lepszym codziennym funkcjonowaniu. Nazywany jest „the sport of fitness” – i określenie to świetnie oddaje jego założenia.  Celem crossFitu nie jest hodowanie „pokazowej” muskulatury. Jego celem jest zbudowanie takiego organizmu, który podoła większości życiowych sytuacji, nawet tych najbardziej ekstremalnych.

Za tą filozofią idzie struktura i logika treningów. Klasyczny WOD (czyli crossFitowy trening) składa się z ok kwadransa solidnej rozgrzewki, kwadransa zajęć technicznych, dwudziestominutowego treningu właściwego i dziesięciu minut rozciągania. Ćwiczenia dobrane są tak, by angażowały jak największą liczbę mięśni i stawów, by organizm nauczył się „całościowego” wysiłku, by układ nerwowy nauczył się koordynacji ruchów, mówiąc krótko, by organizm działał jak świetnie zgrana i naoliwiona maszyna. Podejście to jest diametralnie różne od tego, które stoi za siłownią i bodybuildingiem. Pisałem już o tym tutaj, więc żeby za bardzo się nie rozwlekać wspomnę, że siłownia to ruchy izolowane, często jedno, góra dwustawowe, ukierunkowane na jak najszybszy rozrost konkretnego mięśnia. Siłowniana filozofia to większa masa, crossFitowa zaś – to większa wydajność. Na tym polu są to dwa, biegunowo od siebie odległe systemy i porównywanie ich nie ma najmniejszego sensu. To tak, jakby porównywać tira z terenówką.
Można, tylko po co?

Weźmy prosty przykład: Siłowniany kark może i szarpnie dwie stówy na klatę, czy cztery dychy na bica, ale każmy mu się podciągnąć z 10 razy (ewentualnie chociaż raz na kółkach olimpijskich) albo lepiej – niech cyknie 100 burpees – będzie to dla takiego „pakera” zabójcze. Tymczasem po kilku miesiącach crossFitu takie osiągi nie są niczym nadzwyczajnym.
No dobrze, ale… Ale crossFitowiec nie szarpnie 2 stów na klatę. Pomijam to, że są tacy, którzy szarpną – rzecz w tym, że crossFitowca nie interesują te dwie stówy. Po cholerę komu dwie stówy na klatę? Gdzie to się w życiu przyda? Ludzi trenujących crossFit interesuje ogólna wydolność organizmu – on chce być w stanie zrobić prawie wszystko, dać radę w większości życiowych sytuacji a nie sapać przy wchodzeniu na czwarte piętro.

W crossFicie priorytetem jest funkcjonalność. Wygląd, mięśnie są do tego tylko bonusem. Miłym, fajnym, ale tyko bonusem. CrossFitowcy są jak terenówka, która chce wszędzie wjechać i z każdego bagna wyjechać. Nie interesuje ich obwód bica, interesuje ich to, co przy pomocy tego bica mogą osiągnąć.

Co się tyczy kontuzyjności – pisałem o tym wcześniej – więc nie będę powtarzał tego samego. Kto ma ochotę, może o tym poczytać. Kto nie chce – niech się zastanowi, skąd tak powszechny wśród kulturystów ból stawów.  Sąd ten zapach maści ben-gay w szatniach?
Skąd to się bierze?

Twierdzenie, że crossFit nie jest idealnym systemem rozwoju siły i mięśni jest tak bzdurne, że po prawdzie nie wiem, jak się do niego zabrać, ale spróbuję.
Zacznijmy od tego, że NIE MA systemu idealnego. Nie ma systemu, który zrobi wszystkim dobrze – takich rzeczy nie umie nawet Teresa Orlovski – więc nie oczekujmy tego od crossFitu.

Jeśli chodzi o moje zdanie – crossFit zaspokaja wszystkie moje sportowe potrzeby, ponieważ w trakcie godzinnego WODa:
– złacham się. Po godzinnym treningu jestem zmordowany jak po solidnym biegu. Różnica względem biegu jest jednak taka, że w ciągu tej godziny ćwiczyłem większość posiadanych grup mięśni a na deser poprawiłem to rozciąganiem.
A do tego endorfiny urywają głowę.

– utrzymuję fajną sylwetkę. Godzinny trening to 700-800kcal w plecy. Spada poziom sadła, mięśnie robią się bardziej zwarte, wydajne, lepiej wyglądają.
Chlupało Ci kiedykolwiek w butach od własnego potu? Mi nie raz…

– wrasta siła. Dość powiedzieć, że kiedyś sukcesem było dla mnie samo stanięcie na rękach. Mój ostatni treningowy sukces to trzynaście pompek w tej pozycji.

– wzrasta wytrzymałość: Tętno maksymalne to mój dobry znajomy. Mogę zmusić organizm do krańcowego wycieńczenia i trwać w nim przez bardzo długi czas (ostatni benchmark to dwie godziny).

– przekraczam swoje granice – tak fizyczne jak i psychiczne. Kiedy patrzę na trening z danego dnia wydaje mi się on absurdalny a potem przebieram się i robię 150 Wall Ball Shotów w 12 minut.
Niemożliwe? Bzdura! Po prostu jeszcze tego nie próbowałeś.

Wróćmy jednak do pytania: czy crossFit jest idealnym system rozwoju siły i mięśni? Wszystko zależy od tego, czego od swoich mięśni oczekujesz. Jeśli myślisz o szybkim przyroście masy mięśniowej i za choinkowie pieniądze kupiłeś już trochę koksu – to faktycznie, crossFit nie jest dla Ciebie. W tym celu lepiej ćwiczyć ruchy izolowane, tylko nie zdziw się proszę, gdy stawy przestaną nadążać za mięśniami a prochy przeciwbólowe na stałe wejdą do twojego jadłospisu. Taka cena szybkich efektów.

CrossFit nie da ci wielkiej masy, ponieważ zamiast przez 45 minut ćwiczyć jedną grupę mięśniową, oćwiczy cię całościowo. Sprawdzi twoje serce płuca, stawy, mięśnie – przepuści cię przez maszynkę do mięsa i wypluje jak przeżuty glut. Obwód w bicu ci od tego nie urośnie, ale ogólna kondycja, uwierz mi, wypieprzy w kosmos jak sputnik. Będziesz robił rzeczy, o których nawet bałeś się pomyśleć a sylwetka… Co ja ci będę opowiadał – sam sobaczysz.

CrossFit NIE JEST sytemem bodybuildingowym w klasycznym tego słowa rozumieniu. To nie jest jego celem. CrossFit jest systemem ogólnorozwojowym kładącym nacisk na „zgranie” całego organizmu. Priorytetem w crossFicie jest wydajność. Tuż za nim jest siła. CrossFitter, jak żołnierz w wojsku, ma być w stanie nie tylko unieść 30kg plecak, ale też maszerować z nim przez pół dnia, a gdy zajdzie potrzeba przebiec z nim kilometr, czołgać się, przeskoczyć rów czy wejść na ścianę.

Raz jeszcze powtórzę.
W crossFicie nie chodzi o to, jak wielkiego masz bica, tylko co potrafisz z niego wycisnąć.
Parafrazując znane powiedzonko – nie liczy się rozmiar, tylko technika.
I kondycja 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s