Sześciopak w godzinę

Od dłuższego czasu węszyłem podstęp. Wewnętrzny głos mówił mi, że musi w tym być jakaś ściema, że to niemożliwe, by normalny, prowadzący siedzący tryb życia człowiek, miał sześciopaka jak modele z okładek kolorowych magazynów.
Nie kleiło mi się to.

I nagle jebudu – buszując po sieci trafiłem na dwa artykuły, które potwierdziły moje podejrzenia. Tak – sześciopak w miesiąc to bujda na resorach. Internety kłamią… Jak żyć? Do czego dążyć? Jakie cele sobie stawiać?
Chwila nieuwagi w sieci i wszystko na marne…

Pewien dziennikarz (90 kg wagi, sylwetka taka sobie)postanowił przeprowadzić eksperyment.  Najpierw zrobił foto „przed zmianą”, po czym ogolił się, zrobił parę pompek, kilka podciągnięć, ustawił lepsze światło w pokoju i zrobił fotkę „po transformacji”.
Efekt jest nieprawdopodobny.
Zresztą –  sami popatrzcie.

Patrzę na te zdjęcia i oczom nie dowierzam. Z jednej strony normalny facet, jakich tysiące na ulicach, z drugiej model z magazynu dla pań. Model z dziewiętnastoma procentami tkanki tłuszczowej.
Nie-do-kurwa-wiary..

Podobny eksperyment przeprowadziła instruktorka kettli. Dziewczyna żyje ze sportu – więc normalne, że ciało ma jak z obrazka. Zrobiła sobie dwie foty – rano i wieczorem (a raczej wieczorem i rano, bo obydwa zdjęcia dzieli 10 godzin snu) i efekt jest taki, że nie mam słów.

Na ujęciu wieczornym widać normalnie zbudowaną, zdrową babkę, zaś foto poranne, mówiąc kolokwialnie, urywa dupę przy samej szyi.

Więc jak to jest do cholery z tym sześciopakiem?

Zacznę od krótkiej anegdoty sprzed jakichś dwóch tygodni.
Przed wizytą u fizjo wyskoczyłem sobie na trening. Ponieważ były to pokontuzyjne początki, trenowałem głównie cardio  – box jumpy, skakanka, pistolsy, piłka lekarska, brzuch – taki sofcik lajcik, żeby powoli przygotować organizm na grubsze historie.  Żadnego drążka, sztangi, kettli – nic z tych rzeczy.
Wchodzę do fizjo, kładę się na stół i słyszę:
– A ty spompowany dzisiaj jesteś…
– Ale jaki spompowany, przecież głównie biegałem i skakałem…
– A pompek dziś nie robiłeś?
– Nie, raptem kilka burpees
– O widzisz, kilka burpees a ręce masz napompowane, że nie mogę się do mięśnia dostać – tak jest wszystko napuchnięte…

To mi znowu przypomniało inną anedgotę, a w zasadzie wspomnienie z czasów siłownianych, jak to w piątkowe wieczory towarzystwo robiło głównie bica i klatę – bo trzeba się spompować przed imprezą. Bo wiesz, potem przytulasz lalę i ona to wszystko czuje…

No, ale dość już tych anegdot. Wracamy do sześciopaka.
Wiemy już, że nic tak dobrze nie robi jak małe pompowanko. Mięśnie dostaną kopa, wybiją się spod skóry – i ciach + 3 do lansu odhaczone.

Jak wygląda człowiek po całym dniu – wszyscy wiemy. Nawet instruktorki fitness po całym dniu wyglądają…jak po całym dniu. Nie ma co się bujać – jemy, pijemy, puchniemy, gazy chodzą nam po organizmie i w efekcie człowiek robi się coraz bardziej obły.
Znowuż rano, organizm przetrawił wszystko, co miał do przetrawienia, wodę wchłonął, jest wyposzczony, mięśnie skórą obciągnięte – wygląda jak młody bóg.
Nic, tylko focie trzaskać.

Nieraz mnie zastanawiało, jak to jest, że wychodząc rano spod prysznica patrzę na siebie z zadowoleniem, zaś wieczorem, rozbierając się do snu wolałbym na siebie nie patrzeć. Albo na kacu –  o wtedy to wyglądam jak Apollo niemalże. Odwodniony, odchudzony, co prawda zdziebko zielonkawy na twarzy, ale do cholery, widzę ten pieprzony sześciopak. Na swoim brzuchu!
Znaczy się warto było popić 🙂

O tym, jak ważne jest oświetlenie wie każdy, kto pracował w reklamie/fotografii/filmie/makijażu –  słowem wszędzie tam, gdzie oszukuje się innych ludzi. Światło doda dramatyzmu, światło odmłodzi, światło wyzwoli cień, który ze zwykłych mięśni stworzy kamienne buły. Przypomnijcie sobie zakupy z Allegro, jak wiele można spieprzyć kiepskim zdjęciem ze starej Nokii i jak byle chłam staje się atrakcyjniejszy w odpowiednim ujęciu i świetle.
To my jesteśmy takim produktem .

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch kategoriach ludzi
Pierwsza to ludzie o super genach – tacy, którzy nie tyją. Wszyscy ich znamy, wpieprza taki na hałdy i nic po nim nie widać. Ani grama sadełka. Nic.
Nienawidzimy ich serdecznie. Niech giną w mękach.

Druga to ci, którzy mieszkają na siłowni. Instruktorzy, albo fanatycy. Jedni i drudzy cały czas żyją sportem, więc dobrą sylwetkę mają niejako z automatu. Nie da się latami ćwiczyć dzień w dzień i nie wyglądać dobrze. Nie wierzę w to.

Jedni i drudzy sześciopaka mogą robić z marszu. Chudzi – bo jakkolwiek małych mięśni by nie mieli, będą u nich super widoczne (bo nie przykrywa ich pierzynka z tłuszczu); sportowe freaki -bo żyją sportem i są świetnie „zrobieni” na co dzień.

Co jednak ma zrobić ten bidny Kowalski, który dojeżdża do pracy godzinę w jedną stronę, zawozi dzieci do przedszkola, pracuje po godzinach i wieczorem jest tak zjebany, że marzy jedynie o zimnym browarze i jakichś głupotach w telewizji? Dla Kowalskiego mamy „sześciopak instant”:  Budzimy się, robimy kupę (po opróżnieniu kiszek brzunio będzie jeszcze bardziej płaski) NIC NIE JEMY I NIC NIE PIJEMY, robimy szybki trening, kto potrzebuje- goli co tam ma do ogolenia – i wio, jedziemy z aparatem.

I jak, nie lepiej?

Nie dajmy się zwariować tym wszystkim fotkom-samojebkom, czy innym sesjom z magazynów. Owszem, fajnie mieć kaloryfer na brzuchu, ale też trzeba mierzyć siły na zamiary. Głupotą jest oczekiwać od siebie sylwetki modelki, gdy prowadzi się siedzący tryb życia. Tym bardziej, że te modelki – i nie mówię tu o wieszakach/kościotrupach, tylko modelki fitness – odwadniaja się przed sesjami. Nie pamiętam już gdzie czytałem wywiad z taką modelką, która otwarcie przyznała, że trzy dni przed zawodami nie pije prawie nic. NIC. Doprowadza się toto na skraj odwodnienia, malują ją, robią foto a w efekcie tysiące babek zarzyna się i wpada w kompleksy, bo przecież „skoro ona może tak wyglądać – to i ja mogę”.
Chore, nieprawdaż?

Dwa lata temu biegnąc wzdłuż Dolinki Służewieckiej zobaczyłem billboard z hasłem „Sezon 2013 zaczyna się już dziś”. Był wrzesień, pogoda cudna i nikomu w głowie nie było robienie sześciopaka  (chyba, że mówimy o browcu na plantach). Tymczasem to hasło jest bodaj najprawdziwszym, jakie kiedykolwiek widziałem/słyszałem.

Sezon zaczyna się dziś.
No dobra, od jutra rano.
Od słit foci 😉

Reklamy

6 myśli na temat “Sześciopak w godzinę”

  1. „O tym, jak ważne jest oświetlenie wie każdy, kto pracował w reklamie/fotografii/filmie/makijażu – słowem wszędzie tam, gdzie oszukuje się innych ludzi.” – hehehe zajebisty tekst. W ogóle bardzo to prawdziwe i dobrze napisane. Konsekwentnie czytam od ostatniego wpisu wstecz, doszedłem dotąd i muszę z uznaniem przyznać że trzymasz poziom. Respect.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s