Nie ma stylówki – nie ma wyników

Dość powszechne w crossfitowym światku jest utyskiwanie na ceny ciuchów od reeboka, które to ceny, jeśli chodzi o akcesoria do CF, są delikatnie rzecz ujmując przepałowane. Nie tylko w Polsce. Znajomy, który niedawno był w stanach pisze, że i jankesi, choć zarabiają od nas nieporównywalnie lepiej, dostrzegają, że coś tu jest z cenami nie kaman.
Ale co poradzić, lans kosztuje…

Dla mnie sprawa jest jasna: coś jest modne – to jest drogie. Jest moda na crossFit – to i ceny ciuchów lecą w kosmos.
Co z tym zrobić?
Ja na ten przykład nie robię z tym nic. Dosłownie. Po prostu nie kupuję crossFitowych ciuchów i mam problem z bani.  Trenuję w gatkach z decathlonu za 29zł sztuka, skarpetki kalenji złotych 16zł za trójpak, buty biegowe, koszulki pobiegowe, frotki 10tki asica 18zł za dwie sztuki – i siup, tyle mojego crossfitowego lansu.

Ale żeby nie było, że jestem taki święty hipster, co  ma na lans wyjebane.
Mam koszulkę biegową z długim rękawem. Piękną jak marzenie. Niestety, na razie mogę ją nosić tylko pod kurtkę, gdyż albowiem na podwórku luty i piździ jak w Kieleckiem. Pewnego razu nie wytrzymałem i zabrałem ją na trening. Wytrwałem w niej może do połowy rozgrzewki – już po biegu i pajacykach miałem serdecznie dość , toteż rzuciłem ją w kąt i resztę trenignu zrobiłem półnagi.
Tyle było mojego lansu.

Oglądając crossfitowe filmiki niejednokrotnie zastanawiam się, dlaczego niektórzy ćwiczą w koszulkach z długim rękawem, długich spodniach, czy czapkach. Widząc kolesia w czapce trzaskającego toes to bary automatycznie zastanawiam się, jak on to wytrzymuje. Mi w trakcie treningu przeszkadza wszystko – pot leje się jak z zarzynanego prosiaka, ręce ślizgają, gorąco jak piecu hutniczym. Za cholerę nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że miałbym ćwiczyć w długich rękawach/nogawkach.
Crossfitowe Memy mówią, że we własnym pocie jeszcze nikt się nie utopił.
Ja byłbym pierwszy.

Można pomyśleć, że to kwestia charakterystyki treningów – ja robię głównie kardio/core/wytrzymałość – więc silą rzeczy pocę się jak hydraulik przy pracy – ale ta teoria pada szybciej od rzuconej sztangi. Każdy WOD to praca na szalonej intensywności, która wyciska z człowieka wszystkie soki. O ile na zajęciach technicznych można mówić o „spokojnej” pracy, o tyle WOD to jazda po bandzie, gdzie nie ma zmiłuj. Człowiek zapierdala na granicy wytrzymałości i nie ma takiej opcji żeby, delikatnie rzecz ujmując, nie zrobiło mu się odrobinę gorąco. Ja na letnich zajęciach nosiłem ze sobą dwa ręczniki – jeden do wycierania w trakcie treningu, drugi pod prysznic. Z czasem, gdy okazało się, że po pięciu minutach rozgrzewki i tak ściągam koszulkę, zacząłem jej używać jako ręcznika, dzięki czemu przynosiłem tylko ten prysznicowy – zawsze to trochę więcej miejsca w torbie 😉

Rozumiem lans i modę, ale ćwiczenie w długich rękawach/nogawkach to dla mnie równoznacznik zakładania futra na boże ciało. Ok, polansić się fajna rzecz, ale są rzeczy od lansu ważniejsze. Gdy robię 70te burpee to prawdę mówiąc w dupie mam to, co noszę i jak w tym wyglądam. Gdy zarzynam się, by zmieścić jeszcze jedną rundę interesuje mnie tylko to, by nic mi nie przeszkadzało, niech nic mnie nie krępuje, nic oblepia.
Niech mnie nic nie wkurwia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s