Takiego wała

Jak już człowiek chwilę ten sport pouprawia, gdy już wie, że nie jest to chwilowe zauroczenie tylko poważniejszy związek, zaczyna obrastać w gadżety.
Nie w TAKIE „gadżety”, świntuchu!
W sportowe.

Gadżetem, bez którego trudno byłoby mi sie obejść jest wałek rehabilitacyjny. Nazwa trochę myląca, gdyż może stwarzać złudzenie że jest to zabawka tylko dla tych kontuzjowanych. Otóż nie – jest to gadżet dla wszystkich a jego głównym zadaniem jest przeciwdziałać kontuzjom i zakwasom. Gdyby ode mnie to zależało, nazwałbym go pieprzonym narzędziem tortur, wałkiem śmierci,  albo coś w ten deseń.

Ktoś zapyta (i słusznie) po kiego wała komuś taki wałek. Żeby na to odpowiedzieć trzeba opowiedzieć (sam nie czuję jak rymuje) o technikach rehabilitacyjnych, które w głównej mierze opierają się na masażu. A czym jest masaż? Masaż to nic innego jak ukrwienie oraz drobny, miejscowy stan zapalny. Organizm dostaje sygnał „oho, coś się dzieje” i posyła w „zapalone” miejsce substancje leczące a ponieważ miejsce jest dobrze ukrwione, substancje owe przybywają szybko i tłumnie, toksyny zostają usunięte, w efekcie czego następuje miejscowa poprawa, czyli leczenie.

Powiedzmy sobie, że machnęliśmy solidny trening, w trakcie którego w mięśniach nazbierało się sporo produktów przemiany materii, kwasu i innego syfu. Jeśli nie rozmasujemy nóg usunięcie wszystkich tych śmieci zajmie standardową ilość czasu (powiedzmy 48godzin). Jeśli jednak solidnie je rozmasujemy, organizm wejdzie w tryb awaryjny (stan zapalny), usunięcie toksyn potraktuje priorytetowo i nazajutrz będzie można ponownie stawać do akcji.
Testowałem to na sobie.
Działa.

Masowanie wałkiem ma dwie, nie takie znowu drobne, wady.
Po pierwsze boli.
Boli, bo nie da się bezboleśnie „rozbić” skurczonych mięśni. Musi boleć. Chyba, że masz czas na półgodzinne lajtowe mizianki – nie próbowałem, ale zakładam, że boli mniej od dziesięciominutowego konkretu.

Druga wada to cena. Porządny wałek kosztuje 150 złotych. Na allegro można kupić wałki tańsze, bez wypustek (czasem za 1/3 tej ceny) ale z mojego doświadczenia nie mają one startu do porządnego wałka z bajerami. Serce boli, ręka drży, ale nie ma drogi na skróty. Chcesz mieć porządny wałek – płacz i płać.

Można się zastanawiać, czy to na pewno potrzebne, czy to nie zbędny gadżet, który wala się po domu i nawet podlansować się nim za bardzo nie można (za taką kasę można już jakiś fajny ciuch kupić).
Moim zdaniem lepiej zrezygnować z kolejnej pary butów i pieniądze przeznaczyć na sprzęt, dzięki któremu szybciej wrócimy do formy.  Nie oszukujmy się – ciuchów i gadżetów kupujemy ponad normę. Oczywiście, każdy z nich się przyda –  ale co innego „przyda się” a co innego „dzięki niemu poczuję sie lepiej”.

No, chyba, że ktoś lubi jak go zakwasy napieprzają. Wówczas zamiast wałka lepiej kupić pałkę.
I walnąć się w łeb 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s