Jak zostałem celebrytą

Popularne w muzycznym światku powiedzenie głosi, że slayer nie ma fanów, tylko wyznawców.  Ja, jako ateusz do grona wyznawców zaliczyć się nie mogę, niemniej statystyki lastFM z ostatnich sześciu lat dobitnie pokazują, że żadnego zespołu nie słucham tak często, jak Tomka Arayi i spółki. Ze slayerem wiąże się tez mój mały biegowy obyczaj –  otóż przekraczając linię mety zawsze krzyczę „slejeeeeeeer”. Nie pytajcie dlaczego –  sam nie wiem 😉
W trakcie zeszłorocznego półmaratonu białostockiego fotograf uchwycił mnie dokładnie w momencie owego okrzyku. Foto wyszło, bez fałszywej skromności, zajebiste. Jedno z lepszych, jakie kiedykolwiek widziałem.

Minęło czasu mało wiele i ktoś ze znajomych podesłał mi linka do „obrazka motywacyjnego” z tymże zdjęciem. Zignorowałbym sprawę, gdyby nie fakt, że obrazek ten autor opatrzył bzdurnym komentarzem w stylu „Nie jest cudem, że wyszedłem biegać, ale to, że dobiegłem”. Że jak? Cudem? żadnym cudem do cholery, tylko ciężką pracą!
Szczęśliwie Facebook dośc żwawo reaguje w temacie naruszenia praw autorskich, więc obrazek zniknął z profilu autora.

Nieco później zacząłem dowiadywać się od znajomych, że owe foto firmuje półmaraton białostocki. Bannery, grafiki facebookowe, mailingi. Zaczynało to wyglądać, jakby bez mojej wiedzy zrobiono ze mnie „twarz półmaratonu”.

focie

Zajrzałem w regulamin biegu (ostatni raz czytałem go jakiś rok temu) a tam stoi jak byk:

Organizator zastrzega sobie, a także podmiotom z nim powiązanym, prawo do przeprowadzenia z każdym z Uczestników wywiadów, robienia zdjęć i/lub filmowania, używania imion i nazwisk, wizerunku, głosu oraz innych materiałów pochodzących lub związanych z uczestnictwem w Biegu na potrzeby reklamowe, promocyjne, a także możliwość ich wykorzystania w Internecie lub transmisjach radiowo-telewizyjnych oraz na wszelkie inne potrzeby komercyjne z prawem do ich modyfikowania. Organizator zastrzega sobie, a także podmiotom powiązanym prawo do nieodpłatnego wykorzystania wszelkich zdjęć, materiałów filmowych, wywiadów i nagrań przedstawiających Uczestników, które mogą być bezpłatnie umieszczane na wybranych nośnikach elektronicznych, katalogach oraz mediach: telewizja, radio, gazety, magazyny, strony internetowe na potrzeby reklamowe i promocyjne. Uczestnik oświadcza, że Organizator nie jest i nie będzie zobligowany do uiszczenia jakichkolwiek opłat związanych z działaniami opisanymi w niniejszym punkcie, udzielając tym samym nieograniczonej licencji na używanie wypowiedzi, informacji bez powiadomienia w celu reklamy i promocji Biegu.

Do tej pory tego typu zapisy traktowałem jako dupochrony na wypadek, gdyby jakiś sfrustrowany człowiek awanturował się, że nie życzy sobie publikowania zdjęcia, na którym wyszedł niekorzystnie, albo okłamał żonę, że jedzie w delegację a naprawdę pobiegł półmaraton. Rok temu uczestnik jednego z maratonów zażądał od organizatorów usunięcia go z listy wyników ponieważ… nie był zadowolony z uzyskanego czasu –  więc rozumiem zasadność takich zapisów. Świrów nie brakuje.
Czym innym jest jednak zapis „na wypadek” a czym innym jest robienie sobie z czyjejś gęby wizytówki biegu.

Sytuacja z półmaratonem białostockim wygląda tak, że chcąc nie chcąc zostałem jego wizytówką. Przeczytałem regulamin, zrozumiałem – wszystko jasne, nie mam pretensji. Poza regulaminami jest jednak jeszcze coś takiego, jak dobre wychowanie. Jeśli się bierze czyjąś gębę na afisz, w dobrym tonie jest zapytać, czy dana osoba nie ma nic przeciwko. Tak po prostu.  To jest jakieś minimum kultury i dobrego wychowania. Jeśli człowiek odpowie „nie” – powinno się to uszanować –  tym bardziej, gdy działa się pod hasłem promocji sportowego, zdrowego stylu życia, fair play, wspólnej dobrej zabawy itp.  Zabawa –  zawsze i wszędzie –  ale nie cudzym kosztem.

Z jednej strony rozumiem organizatorów półmaratonu białostockiego – mają do dyspozycji zajebiste foto, mają zapis w regulaminie – więc dlaczego mieliby z tego nie skorzystać. Mają do tego pełne prawo, ale z kulturowego punktu widzenia, biorąc pod uwagę tzw. dobre maniery to niestety, ale wioseczka tańczy i śpiewa.

Znajomi pytają mnie, czy zaoferowano mi chociaż pakiet startowy.
Śmiejąc się, zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie –  jeszcze stać mnie, by samemu zapłacić za swój start. Jako grafik z zawodu ubolewam tylko nad jakością materiałów, które swoją twarzą firmuję i z lekkim niepokojem myślę o zapisie mówiącym o prawie do modyfikowania.
Graficy-amatorzy to zło okrutne 😉

Ktoś mógłby się zapytać –  ale w czym problem – mam darmową promocję, jestem „gwiazdą” itd.
Prawdę mówiąc to ani to promocja (bom anonimowy), ani ze mnie gwiazdor (Dorocińskim to ja się nie urodziłem, niestety). Nie ma problemu – zapisy są jasne i nie ma co się ciskać. Jest za to spory niesmak, bo całą sprawę można było załatwić jak ludzie – zapytać, poinformować, dogadać się jak dorośli –  a tymczasem sprawę załatwiono „na komornika” , w stylu „mam na to paragraf i może mi pan skoczyć”.
Słabizna…

Czy cała ta sytuacja czegokolwiek uczy? Niczego. W  regulaminie każdego biegu jest taki, albo podobny zapis dający prawo do wykorzystywania wizerunku -dupochron na GIODO, frustratów i innych pazernych, którzy mogliby próbować wyłudzić coś od organizatorów. Nie godzisz się na zapis – to nigdzie nie biegniesz. Możesz wybierać, ale tak naprawdę nie masz żadnego wyboru.
Po naszemu albo wcale.

Tak, czy owak pobiegnę sobie tą połówkę, choćby po to, by po biegu zjeść pizzę z dawno nie widzianymi znajomymi. Piwem wypłuczę niesmak i zapomnę o sprawie.
„Niech się wstydzi ten, co robi a nie ten, co widzi”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s