Nie ufaj nikomu

Dieta to temat samograj. W mniejszym lub większym stopniu stosują ją wszyscy. Kobiety – by schudnąć, sportowcy – by utrzymać formę, chłopaki z siłowni –  by „zrobić masę”, weganie – dla zdrowia i wyższego dobra. Wyliczać tak można by tyleż długo, co bez sensu. Dość powiedzieć, że wszyscy jesteśmy na jakiejś tam diecie, nawet jeśli jest to (moja ulubiona) dieta „smacznie i do syta”.

Temat dietowy śledzę bardziej z ciekawości, niż ze względów praktycznych –  za bardzo lubię sobie pofolgować, bym był w stanie trzymać się  zasad i restrykcji. Co chcę to jem  a z diet wyciągam to, co mnie zaciekawi i z tej ciekawości próbuję.
Śledząc ów temat i związane z nim wypowiedzi zauważyłem ciekawą rzecz -większość z nich wzajemnie się wyklucza. Każda ze stron ma swoje argumenty, które wydają się logiczne.
Problem w tym, że jedne przeczą drugim.

Diet jest fura i każda mówi swoje.  Weganie mówią, że mięcho jest nieetyczne i obciąża żołądek. Mięsożercy mówią, że są składniki, których człowiek potrzebuje, a których z rośliny wycisnąć się nie da. W crossFicie modna jest dieta paleo, która ma być naturalna dla człowieka – wszak żył wg niej przez tysiące lat. Kontrargumentem dla niej jest przypomnienie, że nasi przodkowie do okazów zdrowia nie należeli –  więc i ich dieta jakby nieco traci na wiarygodności. Jedni mówią, że w trakcie jedzenia trzeba popijać małymi łykami, inna zaś mówią, żeby nie popijać wcale, bo to rozwadnia soki trawienne. Nawet powszechnie poważane przekonanie, że zdrowo jest jeść mało, ale często doczekało się swojej kontry – ponieważ są dietetycy, którzy twierdzą, że jedząc tak często rozleniwia się żołądek co z kolei prowadzi do kłopotów z trawieniem.
Jak widać, na każdy argument znajdzie się kontrargument.

W dietach, poza ich rygoryzmem, odrzuca mnie to, co odrzuca mnie we wszystkich innych dziedzinach życia – nawiedzenie i sekciarstwo.  Co raz któryś ze znajomych  przechodzi na jakąś dietę i zaczyna gadać jakby mu mózg wyprali. Dieta to, dieta tamto, dieta jedyną słuszną drogą ku idealnej sylwetce i zdrowiu (kolejność nieprzypadkowa).

Diety robią z jedzeniem straszną rzecz –  ideologizują je. Pomijając fakt, że jedzenie jest dla życia niezbędne –  więc jest to czynność fizjologiczna i przyziemna – jest ono także szalenie przyjemne. Diety je z tej przyjemności odzierają. Wciskają  w gorset rad, zasad, zakazów i nakazów. Są jak religia – bądź im posłuszny a osiągniesz zbawienie za życia. Nie jedz tego, czy tamtego, bo jest „niekoszerne” – niezgodne z zasadami diety, z ideologią, przekonaniami.
Brak w tym wszystkim tylko konfesjonału i zbierania na tacę…

Słusznie ktoś zauważy, że za dietami stoją badania i wykształceni ludzie (choć sławny pan Ducan został  za swoją „dietę” skreślony z listy francuskich lekarzy) że cel diet, jak wariackie i restrykcyjne by nie były, jest szczytny – koniec końców chodzi o zdrowie i dobre samopoczucie ludzi, którzy na nie się decydują – a co złego może być w zdrowiu?
Czego się ojciec tak czepiasz?

Jeśli spojrzeć na przyczyny otyłości (która jest głównym powodem, dla którego ludzie ‚idą na dietę’) to zasadniczą przyczyną jest wpieprzanie słodyczy i brak ruchu. Nie ziemniaki, czy zboża (osławione „nie jem chleba/ziemniaków, bo tuczą”) tylko to, czym sobie folgujemy –  słodycze, chipsy, browarki. Jeśli dodamy do tego brak ruchu  – otrzymujemy błyskawiczny przepis na sadło.
W lutym przeprowadziłem eksperyment, który polegał na tym, że odstawiłem słodycze i alkohol. Zjadałem przepisowe 2000 kcal, nie zarzynałem się specjalnie na treningach – a 2,5kg oraz dziurka w pasku zniknęły „same z siebie”. To pokazało dosadnie, że problemem nie są ziemniaki, chleb, czy mięso. Problemem nie jest też cukier naturalny (z owoców). Problemem jest folgowanie swoim zachciankom –  a to oznacza, że nie trzeba od razu iść na dietę. Wystarczy myśleć i mieć odrobinę silnej woli.

Są też ludzie, którzy przechodzą na dietę, żeby poprawić wyniki sportowe – bo ich „mięso obciąża”. Nie kupuję tej teorii nawet po sezonowej przecenie. To nie mięso obciąża, tylko bezmyślne wpieprzanie. Jeśli ktoś myśli, że w sobotę wieczorem zaliczy grilla ze szwagrem a niedzielę pójdzie robić interwały, to się srogo rozczaruje. Jedynymi interwałami, które zaliczy, będą te do najbliższych krzaków. Grill – rzecz miła i potrzebna –  ale trzeba mierzyć siły na zamiary i nie balować dzień przed treningiem. Tu nie potrzeba chlorelli ze spiruliną, wystarczy użyć mózgu. Obżeraj się PO, a nie PRZED treningiem – oto cała tajemnica bezpiecznego biegania. Do tego ładuj węglem, uzupełniaj białko/mikroelementy – i wszystko. Bez zbędnej filozofii i ideologii.

Wg mnie dieta to robienie wody z mózgu i chodzenie na łatwiznę. Człowiek nie potrafi racjonalnie się odżywiać –  więc idzie na dietę. Dokładnie tak samo jest z religią: nie potrafisz się w życiu odnaleźć? Nie ma problemu –  dogmaty powiedzą ci co masz robić. Bądź im posłuszny a wszystko będzie ok. Łatwiej jest „pójść na dietę”, niż racjonalnie zmienić swoje nawyki żywieniowe. Przejście na dietę to ruch spektakularny, jak ślubowanie alkoholika przed ołtarzem – mówię głośno i wyraźnie „od teraz nie będę(albo będę)” –  i wszyscy to widzą. Wszyscy patrzą na ręce.  Od teraz nie ma małych grzeszków i odstępstw, bo nad głową wisi bat i widmo porażki.
Jest też grupa wsparcia złożona z tych, którzy złożyli podobne śluby – a jak wiadomo, w grupie raźniej i łatwiej.

Dieta, rozumiana jako restrykcyjny system zasad i wykluczeń jest moim zdaniem kompletną bzdurą.
Nie ma sensu sobie czegokolwiek odmawiać, ponieważ aby być zdrowym wystarczy trzymać się kilku, tak oczywistych, że aż banalnych, zasad.
–  nie wpieprzać pod korek (zasada absolutnie najważniejsza)
– wieczorem jeść LEKKIE posiłki a nie drugi obiad (chyba, że jest to posiłek potreningowy –  wtedy można nieco popłynąć, ale też z rosądkiem)
– ruszać się (niekoniecznie musi być to trening 6 razy w tygodniu, ale cokolwiek, choćby wieczorny spacer  co drugi dzień)
– nie żreć słodyczy i przekąsek bez opamiętania (a jeszcze lepiej zastąpić je jakimś suszonym owocem)
–  jeść warzywa i owoce przynajmniej raz dziennie (sałata/ogórek do kanapki, jabłko w tzw. międzyczasie to opcja minimum)
– urozmaicać jadłospis (nie żywić się samymi kanapkami, czy zupkami chińskimi –  niech tam będzie i białko i węgiel i tłuszcz –  to wszystko jest do życia potrzebne)
– unikać fast foodu jak ognia (szczególnie w godzinach wieczornych)
–  alkohol –  owszem, ale z rzadka i z umiarem

To nie jest dieta, tylko zbiór zdroworozsądkowych zasad. Problem polega na tym, jak bardzo się od zdrowego rozsądku oddaliliśmy.
Człowiek nie musi z niczego rezygnować –  bo wszystko jest dla ludzi –  i słodycze i alkohol i warzywa i kiełki fasoli. Rzecz w tym, by w tym wszystkim zachować umiar i zdrowy rozsądek.

Rozsądek i umiar to są cechy w zaniku – dlatego łatwiej jest porwać  się na kroki radykalne i odrzucić coś po całości, niż powiedzieć sobie „ok, jedno piwko wieczorkiem i wszystko; ogórek do każdej kanapki, jeden burger w tygodniu (najlepiej po treningu), cukier tylko do porannej kawy „.
Umiar wymaga siły woli i charakteru. Dieta wymaga tylko posłuszeństwa

Tytuł wpisu brzmi „nie ufaj nikomu” –  i taka też jest moja opinia o dietach. Żadne paleo, south beach, wege-śmege. Nic z tych rzeczy. Gdy chcę – jem burgera, gdy chcę – piję piwo, a gdy chcę to nawet pół litra lodów zrobię za jednym przysiadem. Dietetykom nie ufam jak księżom. Nie interesują mnie ich pomysły na moje zdrowie –  tym bardziej, że jeden przeczy drugiemu a „rewolucyjne  wyniki badań” po dwóch latach nadają się jedynie do tego, by je potłuc o kant dupy.

Jedyną dietą, która wg mnie ma sens jest zdrowy rozsądek
Umiar w żarciu i odrobina ruchu – ot i cała tajemnica.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Nie ufaj nikomu”

  1. No cóż, tym razem się z Tobą nie zgadzam. Nie każdy człowiek ma jednakowe uwarunkowania- jednemu nie zaszkodzi piwko co jakiś czas i burger po treningu, a drugi musi pilnować się z każdą najmniejszą pierdołą. Wiem co mówię, jestem tym drugim typem. I będąc nim bardzo bym chciała żebyś miał rację, jakże byłoby prosto:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s