Plan na wszystkie maratony świata

Pierwsze dychy, połówki a nawet kilka maratonów już za nami. Wiosna w pełni toteż na internetowych forach i blogach mnożą się pytania o plan na maraton. Mój Pierwszy Maraton.

Rok temu i ja szykowałem się do swojego pierwszego maratonu. Pamiętam dokładnie, kiedy to było, gdzie i kiedy przestawił mi się mentalny przełącznik. Jestem w stanie pójść w to miejsce i z dokładnością do kilku metrów wskazać punkt, w którym nieśmiało pomyślałem „gdyby tylko bardziej się przyłożyć…”

Nie próbowałem żadnego z planów – trzymanie się sztywnych założeń jest nie na mój charakter. Założenie było proste – biegać. Biegać jak najwięcej. Żadnych skipów, interwałów, OWB, BNP, ZCHN i RWPG. Nic z tych rzeczy. Jedynym założeniem, którego się trzymałem było „półmaraton w każdy weekend” –  raz w tygodniu musiałem zrobić minimum 21km. Poza tym było to bieganie dla biegania –  byle więcej i dalej.

Najprościej byłoby powiedzieć, że to założenie „byle więcej i dalej” doprowadziło mnie do kontuzji – i pewnie byłaby w tym spora doza prawdy. Z drugiej strony mam znajomego, który do pierwszego maratonu szykował się wg planu (nie pamiętam już którego, w każdym razie był to któryś ze „znanych i polecanych”) i tak się załatwił, że do dziś z tej kontuzji nie wyszedł. Choć szliśmy różnymi ścieżkami, zgubiło nas to samo – ambicja. Za bardzo się napinaliśmy, za bardzo chcieliśmy coś tam sobie udowodnić. Za bardzo się wyżyłowaliśmy i efekt był, jaki był.

Gdy czytam pytania o „plan na mój pierwszy maraton” zastanawiam się, czy nie robimy sobie na ten maraton zbytniego ciśnienia. Maratonów jak mrówków, biega wszystko, co ma nogi (i nie ma kontuzji) – jak tu się nie nakręcić, jak nie zajarać ta magią 42km.
Jak tu nie „zostać maratończykiem” skoro jest nim co drugi znajomy?

Ze swojego pierwszego maratonu najbardziej pamiętam to uczucie, że „nic się nie wydarzyło”. Człowiek karmił się opowieściami o walce, docieraniu do granic, zmianie jaka zachodzi wraz z przekroczeniem linii mety – według tych wszystkich historii miałem wrócić do domu kompletnie odmieniony, nowy człowiek – tymczasem dobiegłem i wróciłem dokładnie ten sam.
Podobnie było z drugim maratonem. Choć wyżął mnie jak szmatę do podłogi, choć od piętnastego kilometra do mety biegłem na kryzysie, nie zmieniło to we mnie nic. Pojechałem, pobiegłem, świetnie się bawiłem. I już, wszystko, żadnej rewolucji, nawet najmniejszej zmiany. NIC.

Czytam ludzi, którzy czekają maratonu jak zbawienia, mówią o chrzcie, dołączeniu do biegowej rodziny. Czytam to i myślę sobie, jak bardzo ten maraton idealizujemy, jak wielkie znaczenie mu przypisujemy. Czytam i sam już nie wiem, czy ludzie naprawdę to wierzą, czy zwyczajnie się nakręcają; robią niepotrzebne ciśnienie i podbijają bębenek ambicji.
Żeby nie było, że znajomi to już a oni jeszcze nie.

Dla mnie w bieganiu liczy się bieganie – wyjść, zmęczyć się, poczuć strzał endorfin. Starty, czy na dłuższe, czy krótsze dystanse są dla mnie tylko dodatkiem do aktywności, która sprawia mi przyjemność. Podobnie mam z crossFitem – nie interesują mnie starty w zawodach – interesuje mnie dobra kondycja i połechtanie ego, gdy wchodzę rano spod prysznica.
Cała reszta to dodatki, których największą wartością jest spotkanie z biegowymi znajomymi.

Czytam te pytania o plan na pierwszy maraton i aż mnie korci, by odpisać ” olej plany, nie rób sobie napinki i przede wszystkim biegaj dla przyjemności” –  ale wiem, że taka „rada” dla kogoś, kto żyje tą maratońską mitologią jest kompletnie bezużyteczna. Druga rzecz, że po dwóch maratonach moje kompetencje i uprawnienia do dawania rad są mocno dyskusyjne –  bo co ja o tych maratonach wiem? Pogadamy jak ich z dziesięć przebiegnę (czyli pewnie za jakieś 10 lat 😉 )

Czytam te pytania i cieszę się, że to już za mną. Że pobiegłem, że sprawdziłem, że nie muszę sobie robić ciśnienia i mogę skupić się na sporcie dla przyjemności. Że ze spokojem ducha mogę sobie nucić  Cool Kids Of Death* i robić wszystko swoim tempem.

Że nic nie muszę.
Wszystko chcę.

*za nic w świecie nie chciałbym znowu mieć 16 lat 
I ciągle myśleć, co zrobić, by zachować twarz 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s