Koniec sześciopaka

Od kiedy zacząłem uprawiać sport moje życie towarzyskie zaczęło podupadać. Koledzy kręcili nosem, że na piwo ze mną wyjść nie można, bo trening, bo wyjazd, bo cykl kreatynowy i diabli wiedzą co jeszcze. Siłą rzeczy spotykaliśmy się coraz rzadziej i rzadziej aż nasze relacje zredukowały się do śledzenia statusów na fejsie.
W tym samym czasie zaczęło mi się powiększać grono znajomych, którzy zamiast porannego kaca wolą poranne zakwasy. Zamiast na browara zacząłem umawiać się na bieganie, maratony i temu podobne historie. Życie zmieniło kurs.

Ponieważ sport i alkohol nie idą w parze, moje spożycie spadło na margines błędu – jedno piwko w tygodniu, czasem na wet tego nie. Szkoda mi było marnować wysiłek, który w siebie wkładam; szkoda marnować czas na ciężkie poranki;  szkoda rezygnować z przyjemności i snuć się jak zombie.
Szkoda życia na kaca.

W ostatni weekend zdarzyło mi się nieco popłynąć. Okazja była specjalna, towarzystwo zacne, atmosfera wyśmienita i jakoś tak niezauważenie wypiłem cztery piwka. Co to jest cztery piwka – ktoś zapyta  –  toć to raptem dobry start do czegoś większego.
I faktycznie, w trakcie imprezy było wyśmienicie, nawet nie czułem się przesadnie zawiany, za to poranek nazajutrz… słodki Jezu. Bida z nędzą i dopłata podatku. No koszmar…

Przywykłem do tego, że czuję się dobrze. Budzę się rano, mam energię, jestem wypoczęty, rześki zwarty i gotowy. Lubię ten stan, lubię czuć się dobrze, lubię to poczucie „że mogę” i nic mnie nie ogranicza –  jest to fizyczny odpowiednik spokoju ducha, gdy nie ma nerwów i wszystko jest OK. Poranny kac wybił mnie z tego rytmu, poczułem się słaby, połamany, jakby mi ktoś zabrał całą sprawność. Czułem się źle sam ze sobą.

„Syndrom Dnia Następnego” jest zaprzeczeniem tego, po co się ćwiczy. Zamiast budować formę sprowadza człowieka do poziomu skotłowanego gałganka, który kuli się w sobie i tylko czeka, by dzień się wreszcie skończył. Odbiera przyjemność i wprowadza do strefy dyskomfortu z którego nie ma żadnego pożytku. Człowiek męczy się zupełnie bez sensu.

Nie wierzyłem, że kiedyś to napiszę, ale alkohol w większych ilościach się nie opłaca.
Jedno, dwa piwka –  to i owszem –  ale żeby tak „po bandzie”  – to już się nie kalkuluje.

Ktoś może zapytać „ale co ty masz  z życia jak nie pijesz”?
Ba, sam bym tak jeszcze z pół roku temu zapytał.
Otóż mam tyle, że na co dzień  czuję się dobrze ze sobą. Dobrze na tyle, że nie muszę dodatkowo się uszczęśliwiać. Mam ten komfort, że mogę rano wyjść na trening i czerpać  z niego zajebistą frajdę. Czuję się świetnie w swoim ciele, które mi nie przeszkadza a wręcz pomaga w codziennym funkcjonowaniu.
Czuję się dobrze, jak nigdy dotąd.

Nie będę udawał, że widok zimnego portera w lodówce nie powoduje u mnie miłych motylków w żołądku. Owszem, powoduje że hej – ale wszystko w  życiu jest kwestią priorytetów i jak sobie pomyślę, że tego portera nazajutrz odchoruję (a odchoruję na bank, bo tolerancja na alkohol spadła na łeb na szyję) to już mi się go tak bardzo nie chce. Już wolę poszukać sobie innej rozrywki.

Piwko po biegu fajna rzecz – jeszcze fajniejsza w miłym towarzystwie – ale bez szaleństw.
Lubię walczyć ze swoimi słabościami, wolę jednak, gdy walka ta ma jakiś sens, jakiś bonus w perspektywie.
Walka o przetrwanie nie bawi mnie wcale.

Reklamy

3 myśli na temat “Koniec sześciopaka”

  1. Czasami (bardzo rzadko, ale jednak) reset z alkoholem w tle także może mieć pozytywne skutki. Głównie mentalne. Aczkolwiek bóle rano na pewno nie zachęcają do tej metody. Ale co ja tam wiem jak nigdy nie miałem takich przypadłości 🙂

    Polubienie

    1. Też tak kiedyś myślałem i praktykowałem te „resety” dośc często, że niby dla higieny psychicznej. Od czasu, gdy zacząłem regularnie resetowac się na CF zniknęła potrzeba alko-resetów, bo w zasadzie non-stop chodzę zresetowany 😉

      Polubienie

      1. I tu jest właśnie największa trudność – częstotliwość owych resetów 😉
        Jeśli się ją ogarnie to wtedy jest OK, moim zdaniem. Ale też popieram tezę, że nic nie zastąpi dobrego treningu po którym nie ma się już ochoty na żadne szaleństwa z alkoholem czy bez 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s