Tyraj aż… osiągniesz sukces

Biografię Arnolda planowałem przeczytać od momentu, kiedy tylko o niej usłyszałem. Nie żebym był jakimś jego fanatycznym wielbicielem, po prostu uważam, że człowiek, który z małej wioseczki, Austriackiego odpowiednika Pierdziszewa  Centralnego wżenia w rodzinę Kennedych,  zostaje gubernatorem Kalifornii a jego czeki za role w filmach mają nie siedem, lecz osiem cyfr, musi mieć coś ciekawego do powiedzenia. Tłuki nie robią takich karier, nie wierzę w to.
Splotem różnych okoliczności musiał Arnie pół roku leżakować  zanim się do niego zabrałem.  Warto  jednak było czekać, ponieważ wrażenia z lektury są kalibru równie wielkiego, jak spluwy którymi w filmach wymachuje.

Nie będę dokładnie relacjonował o czym jest ta książka, bo to biografia  –  więc sami wicie rozumicie. O życiu i tych sprawach… Napiszę wam za to o tym, co było dla mnie największym zaskoczeniem,  od czego nabrałem szacunku dla Arniego i dzięki czemu, nawet  jego głupawe rólki z początku kariery nie wydają się już takie głupawe.

Powiedzieć, że Arnie to pracuś, to niedopowiedzenie. Arnie Zapierdalał.  Od samego początku wiedział, czego chciał – miał absurdalny plan zostać gwiazdą-milionerem i robił wszystko, by ten plan osiągnąć.  Brzmi kosmicznie? Niedorzecznie? Kompletnie z dupy? I to jak! Ale Arnold miał marzenie, miał upór i zamiast wymówek szukał sposobów. Chyba najlepszym przykładem takiego poświęcenia jest historia opowiadająca o tym, jak to powołany do wojska, będąc czołgistą ( z jego wzrostem!) w czołgowych kufrach, zamiast narzędzi woził… sprzęt do podnoszenia ciężarów. Chcąc robić karierę w kulturystyce wiedział, że nie może sobie pozwolić na przestoje treningowe –  więc kombinował jak się dało.  Chciał  – więc mógł –  i koniec końców dopiął swego.

To nastawienie, które ze swojska można by przetłumaczyć jako „zesram się a nie dam się” przenosił na wszystkie inne dziedziny życia –  czy to praca, czy aktorstwo, czy na późniejszym etapie polityka – w każdej z nich jechał po  bandzie. Nie było  wymówek, kombinowania, szukania winnych. Było zapieprzanie po kilkanaście godzin na dobę, mozolna praca, uczciwie odhaczanie tego, co jest do zrobienia  bez względu na to, jak wiele by tego nie było. Gdy ktoś mówił mu, że nie da rady, nie nadaje się, że to nie dla niego – on uśmiechał się kpiąco i robił swoje.
I zrobił. Osiągnął wszystko to, co sobie zaplanował.

Marzenia, planowanie i ciężka praca. To plus chwytanie się wszystkich możliwych okazji, nie pozwalanie, by coś przeszło koło nosa było kluczem do nieprawdopodobnego sukcesu  „od wsiura do gubernatura”.

Największą wartością w biografii Arnolda jest pochwała czegoś, co w naszych czasach jest passe i nie na czasie – etosu pracy. Historia Arniego to pochwała ciężkiego zapieprzu. Nie pada to wprost, nigdzie nie pisze „tyraj jak wół”, ale kto ma rozum, ten sam zauważy, że kariera, sława i pasy mistrzowskie nie spadły Arnoldowi z nieba. On sobie na to wszystko ciężko zapracował i należy mu się to jak psu buda.

Choć to gruba cegła (ponad 600 stron) i trzyma się to niewygodnie, warto ją przeczytać choćby po to, by przypomnieć sobie, że sukces to nie tylko wypatrzona nisza rynkowa, znajomości, cwaniactwo i lans w blogosferze. Sukces to także (a może przede wszystkim) ciężki codzienny zapierdol. To wyznaczanie sobie celów i metodyczne, uparte do nich dążenie. To zaciskanie zębów i walka z przeciwnościami. To hart ducha.
Każdy, kto uprawia sport doskonale zrozumie, o czym mowa.

Warto sięgnąć po biografię Arniego, bo to pouczająca a przy tym lekko napisana, dowcipna i zwyczajnie ciekawa historia jednej z najbardziej nieprawdopodobnych karier naszych czasów.
Jest w niej moc i tylko żałować, że nie będzie sequela.
Niestety, to nie Hollywood.
To życie.

Reklamy

4 myśli na temat “Tyraj aż… osiągniesz sukces”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s