W starym piecu diabeł pali

Kilka dni temu w boxie pojawiła się para, na oko spokojnie po czterdziestce. On wysportowany, na rękach chodzi, ona zaś…  no pardon my french, ale z łóżka to bym nie wygonił. Owszem, widać, że swoje lata ma, ale dobrze utrzymana, wysportowana, nic jej nie zwisa, nie faluje. Normalnie kawał zdrowej babki, na której aż przyjemnie oko zawiesić (co też skwapliwie poczyniłem). A przecież już po czterdziestce –  więc  w wieku, w którym jest już mocno z górki i to zazwyczaj w rozmiarze 42+.
A tu figura taka, że spokojnie w mini wbić się można i na dyskotece rwać facetów 10 lat młodszych od siebie!

Mam znajomego, człowieka pod czterdziestkę, ze sporą nadwagą, który kwestię swojego sadełka zwykł podsumowywać słowami: „no przecież misterem uniwersum i tak już nie będę.  Jestem w tym wieku, że lasek nie podrywa się już na wygląd, tylko na inteligencję, ewentualnie na kasę”. Gdy tak oglądałem tą parę w boxie, jego słowa raz po raz brzęczały mi w głowie. Że niby okolice czterdziestki to czas, gdy naturalnym jest, że wygląda się jak  towar drugiego sortu – jeszcze zjadliwy, ale już nie pierwszej świeżości – kapkę poobijany i z lekka nadgnity.
Ale przecież takie są prawa natury; taki towar też ma swoich nabywców, nie?

Otóż gówno prawda. GÓW-NO-PRAW-DA. Para którą widziałem była totalnym zaprzeczeniem jego słów. Wyglądali zajebiście i byli tak samo sprawni. Aż przyjemnie było na nich popatrzeć i pomyśleć „cholera, w ich wieku też chcę taki być”. A przecież te „w ich wieku” to już niebawem, za 10 lat –  ani się obejrzę a już tam będę!

Można zapytać „ale po co”? Przecież na podryw już nie chodzę, więc nie muszę prężyć bica i klaty wypinać. Nie muszę imponować, szpanować, nie muszę już nic udowadniać. Mogę spokojnie siedzieć na dupie i nic nie robić. Zrobiłem niemal wszystko, co facet ma do zrobienia.
Mogę łoić browca i czekać na śmierć.

Rzecz w tym, że mnie nie interesuje czekanie na śmierć. Nie odpowiada mi przejście w tryb czuwania, piwko, telewizja i narzekanie na polityków. Nie przyjmuję argumentu, że „w tym wieku to już tak jest”. Dopóki człowiek jest zdrowy  jest tak, jak sobie wypracuje. Jeden wypracuje sobie wielki piwny kałdun, drugi będzie chodził na rękach. Mnie interesuje członkostwo w tej drugiej drużynie.

Ktoś zapyta „po co”. Właśnie po to, by móc robić to, na co ma się ochotę a nie to, na co pozwala ociężały organizm. By czerpać radość z przekraczania granic i bicia własnych rekordów. By z przyjemnością patrzeć w lustro i czuć to miłe połechtanie próżności, gdy jest się wieczorem obgwizdanym przez grupę pijanych gimnazjalistek. Dla świadomości, że nie jest się jeszcze na wysypisku, że jest się jeszcze sprawnym, silnym, że „jakby co” to da się radę w większości sytuacji.

Oglądając finały CrossFit games w przedziale wiekowym 60+ nie mogłem wyjść z zachwytu i podziwu dla tych ludzi, którzy w wieku moich rodziców – a więc dziadkowie i bacie – wchodzili na po linie, rwali sztangę i robili rzeczy, które niejednego zdrowego studenta wysłałyby do namiotu tlenowego. Ci ludzie z pewnością nie są w grupie docelowej reklam parafarmaceutyków, bankowo mają mniej problemów ze zdrowiem i, idę o zakład, mają z życia o wiele więcej frajdy niż ich mniej aktywni rówieśnicy. Na pewno nie rypie ich w krzyżu, gdy muszą podnieść wnuczka na ręce, czy podbiec za nim, gdy rozpędzi się na rowerku. Gdy wyjadą na urlop, miast grzać gnaty na leżaku mogą wsiąść na rower, chlupnąć do basenu, czy zwyczajnie pójść na wędrówkę po górach.
Ich „jesień życia” bardziej przypomina złoty, słoneczny wrzesień, aniżeli mglisty ponury listopad.

Zatem, gdyby ktoś was pytał, po co się tak męczycie, można spokojnie odpowiedzieć temi słowy: Ćwiczę min po to, aby w wieku, w którym ty będziesz się szykować do transportu na złomowisko i kupować ciuchy w rozmiarze worka na kartofle, ja wciąż będę atrakcyjny/a i brał/a z życia to, co chcę a nie to, co mi zostało. Będę w stanie nie tylko wejść na trzecie piętro bez zadyszki, ale też jeździć rowerem, chodzić po górach, biegać maratony i bez wstydu wyjść na plażę.
A tobie będzie rosła dupa i ryzyko zawału.

Reklamy

2 thoughts on “W starym piecu diabeł pali”

  1. NO MISTRZU , MISTRZOSTWO ŚWIATA TEN ARTYKUŁ TO JEST WŁAŚNIE TO !!!!!!!! MAM 45 LATE I ZOSTAŁEM DZIADKIEM NIEDAWNO …….ALE CHODZĘ PRAWIE CODZIENNIE NA BASEN I PŁYWAM NAJMNIEJ 2 KM A MAKSYMALNIE 4 KM I LUDZISKA MNIE PYTAJĄ PO CO ? A JA ODEŚLĘ ICH DO TWOJEGO BLOGA I POWIEM WŁAŚNIE PO TO CZYTAJCIE PŁACZCIE I MYŚLCIE , BO TEN CZŁOWIEK WIE CO MÓWI I MA RACJĘ . NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ . POZDROWIENIA ARTUR .

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s