Zmarnowany czas i pieniądze – biografia Richa Froninga

Brak pomysłu i wodolejstwo  – tak w skrócie można by podsumować napisaną przez Davida Thomasa biografię Richa Froninga.
Chcecie kupić? Świetnie! Z przyjemnością odsprzedam swój egzemplarz.

Sytuacja jest tyleż wymarzona, co ryzykowna: Masz ikonę sportu, bożyszcze dziesiątek  (jeśli nie setek) tysięcy fanów, człowieka podziwianego, wzór do naśladowania. Twoim zadaniem jest napisać jego biografię – biografię mistrza świata. W zasadzie temat samograj – bo czego nie napiszesz ludzie i tak to kupią. Więc piszesz cokolwiek i wychodzi z tego…

cokolwiek

Rich froning to nie jest celebryta znany wszem i wobec. Pomimo szalonej popularności w środowisku CrossFitterów, ludziom spoza niego jest kompletnie nieznany. Można śmiało założyć, że książka adresowana jest do jego fanów – sportowców, którzy chcieliby poznać kilka jego sztuczek, trików, fronigowy przepis na mistrza świata. Fani ci mogą być ciekawi jego życia prywatnego, rodzinnego, ale jestem przekonany że lwią część z nich bardziej interesują konkrety. Nie kupili biografii po to, by poznać imiona wszystkich wujków oraz ciotek, tylko po to, by dostać kawałek sportowego mięcha, konkretów – w końcu to biografia sportowca a nie serwis plotkarski. Tymczasem duża część książki to właśnie wycieczka po rodzinie i mało interesujące familijne detale. Gdyby miały one jeszcze jakiś związek ze sportem – byłbym w stanie jeszcze to zrozumieć – ale nie mają i dla mnie jest to zwyczajne wodolejstwo.

Rich Froning nigdy nie krył tego, że jest człowiekiem głęboko religijnym. Rzecz w tym, że ta jego religijność jest tak wszechobecna, że czytając biografię, było nie było sportowca, mam wrażenie kartkowania broszury od świadków jehowy.
Nie zabraniam mu (bo niby  jak?) wierzyć w co chce i dawać temu wyraz kiedy ma na to ochotę, ale jeśli co chwila czytam fragmenty w stylu „To nie przypadek, że wygrałem mistrzostwa dopiero, gdy postawiłem Boga na pierwszym miejscu (…) Nie modliłem się o zwycięstwo. Modliłem się o to, by móc chwalić Pana niezależnie od tego, na którym miejscu ukończę zawody”  to jest tego dla mnie za dużo. Gdyby sportowiec-ateista co chwila wtrącał uwagi w stylu „do wszystkiego doszedłem sam i bóg nie ma tu nic do rzeczy ponieważ  boga nie ma” –  byłoby to zwyczajnie nudne i męczące.
Niestety, ale takie też jest w  przypadku Froninga.

Główny problem z biografią Froninga polega na tym, że bohater jest młody i nie ma o czym pisać. Po prostu. Książka została wydana w lipcu 2013, więc pisana była pewnie na początku 2013tego. Wiedząc, że przygoda Froninga z CrossFitem zaczęła się (pi razy oko) w 2009tym daje to cztery lata. Owszem, w trakcie tych czterech lat osiągnął więcej, niż większość sportowców w trakcie całej swojej kariery, ale 26 lat (bo tyle Miał Froning w momencie premiery) to trochę za wcześnie na wnioski i podsumowania.  26 lat to nie jest wiek na głębokie wnioski i patrzenie z perspektywy.  W tym wieku człowiek jeszcze się „lepi”, kształtuje, zmienia.
To nie jest etap pisania biografii.

Porównajmy to do świata filmu: Pojawia się genialny aktor, który dwa lata z rzędu zbiera Oskara za główną rolę pierwszoplanową – najwyższe wyróżnienie, lepiej być nie może. Czy dwa oskary to już powód do pisania biografii? Co taki (obiektywnie patrząc) nieopierzony aktor może mieć do powiedzenia? Owszem, jest to osiągnięcie nie lada, ale porywanie się na pisanie wspominków to moim zdaniem zadanie dla kogoś z wieloletnim doświadczeniem, kto zęby  na danej dziedzinie zjadł a nie chłopaka sporo przed trzydziestką.

Froning mógłby mieć do powiedzenia bardzo dużo, problem w tym, że nie mówi prawie nic. Kwestie treningów, czy odżywiania – czyli tego, co dla jego fanów najważniejsze –  można zmieścić na jednej stronie. Jego filozofia treningowa sprowadza się do „jem co chcę i ćwiczę tak, jak mam na to ochotę, ale minimum kilka razy dziennie”. Świetnie, tylko trochę tego mało, jak na materiał do książki o championie. To tak, jakby studentowi politologii 5 lat nauki ktoś podsumował słowami „Każdy polityk kradnie i kłamie”. Prawda? Prawda! Tylko strasznie pobieżna i podana „na odczepnego”.
Kto by chciał płacić za taką wiedzę?

Z pomocą nie przychodzi tu autor, który ewidentnie nie ma pomysłu na książkę, którą piszę.
Skoro Froning nie jest zbyt wylewny w temacie kluczowym – diecie i treningu –  można było posiłkować się trikiem „wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Richu a nie mieliście kogo zapytać”. Wystarczyło na kilku forach/w zaprzyjaźnionych boxach rzucić hasło „słuchajcie, będzie książka o Froningu, o czym chcielibyście przeczytać” – a potem tylko te pytania zadać i składnie odpowiedzi do kupy pozbierać. Banalniej się nie da. Niestety, zamiast tego mamy masę familijnego wodolejstwa i zupełną kpinę pod postacią umieszczonego na końcu…spisu benchmarków (Girls i Hero WODy).
Relacje z zawodów –  temat, który odpowiednio ograny wciągałby jak dobry film akcji – rozwalany jest bzdurnymi polskimi tłumaczeniami ćwiczeń. Człowiek czyta, czyta, wypieków na twarzy dostaje po czym nagle zastanawia się w głos „co to k**wa jest podrzut sztangi na ramiona w przysiadzie„?!?

Za pomysł z tłumaczeniem na język polski nazw ćwiczeń należy się karna setka burpees. Za każde przetłumaczone ćwiczenie.
Ileż razy cholera mnie  brała, gdy czytałem relację ze sportowych zmagań i nagle musiałem przerwać na chwilę, by domyślić się co to jest „zarzut sztangą z wysokości pasa”, czy „rwanie z wykrokiem”.  Skoro książka skierowana jest do CrossFiterów (nikt inny jej nie kupi bo nikt inny nie wie, kto to taki ten Rich Froning) a CrossFitterzy na co dzień obcują z anglojęzycznymi nazwami ćwiczeń, jaki jest sens tłumaczenia nazw ćwiczeń na język polski? Rozumiem, że Pan Tłumacz bardzo chciał się popisać, ale był to popis tyleż niepotrzebny co wręcz szkodliwy – bo to się po prostu i zwyczajnie źle czyta.

W środowisku CrossFitowym książka zbiera pochlebne recenzje, co jest zrozumiałe – bo na bezrybiu i rak ryba.
Nie do końca bezpodstawna opinia o CrossFiterach jako „sekciarzach” znajduje tutaj swoje potwierdzenie. Zafascynowani Froningiem (i słusznie, bo jego osiągnięcia sportowe są poza skalą) łykają wszystko na jego temat, a ponieważ wybór jest żaden,  książka słaba i napisana ewidentnie dla kasy, zbiera pochwały godne kandydata do Pulitzera.

Jest to zwykła historia chłopaka z południa stanów, który trochę się miota szukając swojego miejsca w życiu, ale nie ma w niej nic nadzwyczajnego, żadnych nagłych zwrotów akcji, wydarzeń zmieniających życie czy zapierających dech w piersiach. Jest to, co lubię, czyli pochwała wytrwałości i ciężkiej pracy, ale trudno w niej szukać fragmentów, po których chciałoby sie rzucić wszystko w diabły i gnać do BOXa by wypruć sobie flaki u boku Fran, czy innej Karen.
Przeczytałem to na chłodno i  bez emocji –  a to chyba najgorsze, co może zdarzyć się w trakcie lektury biografii mistrza sportu.

Czy biografia Froninga jest AŻ TAK zła? Nie, nie jest. Czyta się to  bez większego bólu (poza tłumaczeniami nazw ćwiczeń), ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pełno w niej zapychaczy i literackiego lania wody. Trudno też nie zauważyć, że poza sportem, wiarą i rodziną Froning nie za wiele ma do powiedzenia. A że o sporcie zbyt wylewny nie jest…

Książka sprawia wrażenie niewykorzystanego potencjału. Mamy mistrza świata,  mamy ciekawą dyscyplinę i… nic z tego nie wynika, nie ma emocji, nie ma natchnienia, nie  ma inspiracji. Jest opis czterech lat sportowej kariery i… na tym koniec.
Autor nie do końca też wie, do kogo swoją książkę kieruje. Z jednej strony jasne jest, że Froning to nie Beckham i  biografię jego kupią tylko zapaleńcy, którzy wiedza o kim mowa; z drugiej strony, pod koniec książki dostajemy kompletnie kuriozalny fragment o tym jak… zacząć przygodę z crossFitem.
Jeśli  ktoś po tę książkę sięgnął to na 99% swoją przygodę z CrossFitem już rozpoczął – po kiego grzyba zatem taki, totalnie bzdurny (i nie wnoszący nic nowego ponad to, czego można dowiedzieć się z netu) zapychacz?
Aż chciałoby się zapytać za Kazikiem: „Czy wy nas macie za idiotów?”

Czy zatem warto przeczytać biografię Richa Froninga?
Moim zdaniem nie –  bo to zwykła strata czasu. Do tego może okazać się, że podziwiana maszyna do rwania sztangi to w gruncie rzeczy religijnie nawiedzony i ździebko infantylny (historia z oświadczynami rozbraja) chłopak z południa, który nie za wiele ma do powiedzenia.
Jeśli jednak w ogóle nie czytacie książek – bierzcie w ciemno. Zachwyt będzie gwarantowany a i nikt wam nie powie, że ani jednej książki w trakcie roku nie przeczytaliście.
Zawsze to jakiś profit z lektury 😉

Reklamy

2 myśli na temat “Zmarnowany czas i pieniądze – biografia Richa Froninga”

  1. Jestem moooocno nie na czasie, skoro to jest wpis sprzed dwóch lat, a ja o istnieniu tej książki dowiedziałem się dwa dni temu. I specjalnie nadłożyłem drogi wracając z pracy żeby odwiedzić jedyny Empik w Krakowie w którym była dostępna. Następnie z pomocą miłej pani z Informacji długo szukaliśmy na półkach jedynego egzemplarza który się ostał – długo, ale skutecznie. Podziękowałem pani i przekartkowałem książkę. Następnie, sądząc że jednak musiałem przegapić coś ważnego, przekartkowałem dokładniej raz jeszcze. I nic. Nic nie znalazłem. A bardzo chciałem znaleźć, bo Rich to jest dla mnie Ktoś. Znaczy znalazłem: Jesus overload, a jestem na to uczulony jeszcze bardziej niż na trawy i bylicę. Książkę odłożyłem zatem na półkę i w całości się zgadzam z powyższym wpisem. Używając ojcowego określenia: tym razem Froning (a z nim Thomas) zaliczył NoRep.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nic nie straciłeś dowiadując się dopiero teraz – ta książka to typowy „skok na kasę” krosfiterów.
      A ten jego „jesus overload” to chyba jakaś krosfitowa plaga, bo na instagramie co drugi zawodnik dziękuje bozi za wyniki…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s