Pusty. Próżny. Szczęśliwy.

Tak z ręką na sercu – kto wychodząc na trening myśli sobie
„O super, właśnie oddalam ryzyko nadciśnienia; jeszcze wieczorkiem zbiję cholesterol i będzie miód malina”? Naprawdę, myślicie, że te kilometry po asfalcie i 90%HRmax to dla zdrowia? Że przysiady ze stówą na plecach to w trosce o stawy kolanowe?

Sranie w banię moi drodzy!

Nie kojarzę nikogo, kto wyszedłby pobiegać, bo miał taką ochotę. Nie znam osoby, która nagle pomyślałaby „hej, fajnie byłoby strzelić dychę z  tętnem około zawałowym. Fajnie byłoby zjarać buraka na twarzy, zasapać się i spocić jak świnia. Juppi –  to dopiero pomysł!” Owszem, znam kilka takich, które sport uprawiają od dziecka i same już nie pamiętają, jak to się zaczęło. Jest też kilkoro,  które zaczęło od sportów walki –  a więc tłem była tu chęć „zabezpieczenia się na wszelki wypadek, zrobienia siły, bycia przygotowanym na konfrontację”. Gdy jednak spojrzę na znajomych „po butach”, czy „po sztandze”  – głównym motywatorem była tu chęć poprawy wyglądu.

Biegać  zacząłem z powodu brzucha, który uniemożliwiał zapięcie spodni.   Uwielbiałem popić pizzę browarem, rozpocząć weekend solidnym kawałkiem ciasta, czy wtrąbić po obiedzie kopiastą porcję lodów z adwokatem. Uwielbienie to doprowadziło mnie do stanu, w którym mieściłem się w ostatnią, wyświechtaną parę spodni i miałem do wyboru albo kupić sobie nowe, szersze gacie, albo wziąć dupę w troki i coś ze sobą zrobić. Nie myślałem o zdrowiu – moim głównym motywatorem była chęć zrzucenia kilogramów uniemożliwiających kupno normalnych spodni. Owszem,  chciałem wyglądać dobrze, zrobić bica i sześciopaka, ale przede wszystkim chciałem wyglądać normalnie. Chciałem móc spojrzeć w lustro bez obrzydzenia. Czuć się dobrze z samym sobą.

Ze sportowymi znajomymi nigdy na ten temat nie rozmawiałem, ale z rozmów, rzuconych tu czy tam strzępków informacji wynika, że oni również zaczęli biegać głównie z chęci zrzucenia sadła. Chcieli wyglądać dobrze, chcieli podobać się sobie, chcieli czuć się atrakcyjni.
To był powód, dla którego zdecydowana większość z nich wzuła buty i wyszła z domu.

Nazwijmy zatem sprawy po imieniu: męczymy się z próżności. Chcemy podobać się sobie, podobać innym. Chcemy spojrzeć w lustro i móc sobie powiedzieć „no, jeszcze mogę iść na podryw”. Naturalnie, z czasem uprawiany sport niczym drzewo obrasta kolejnymi „słojami” – endorfinami, rywalizacją, zdrowiem, przekraczaniem swoich granic, ale to wszystko jest, jakby to powiedział Karol Marks, „Nadbudowa”. Baza, rdzeń, sedno jest stricte estetyczne –  a więc próżne.
Robimy to po to, by dobrze wyglądać i dobrze się czuć. A może na odwrót? Nieważne – przecież jedno z drugiego wynika…

W sportach (uogólniam) siłowych popularne są fit-samojebki. Kto ćwiczy ten wrzuca – focie bica, pupy, brzucha – oficjalnie w celach motywacyjnych a faktycznie… Faktycznie chodzi o to, żeby się pochwalić. Wychodzę z założenia, że jak jest czym –  to chwalić się należy. Jeśli ktoś „włożył w siebie” ileś miesięcy/lat ciężkiej pracy to jest to jak najbardziej powód do dumy i nie ma co z tego kpić.
Byleby tylko nie dorabiać do tego drugiego dna.

Pracowałem kiedyś z chłopakiem, który lubował się w markowych ciuchach. Potrafił wydać 400zł na trampki, co dla mnie było (i jest) abstrakcją pierwsza klasa. Któregoś razu nie wytrzymałem i zapytałem go, po co mu trampki za 4 stówy, na co on zupełnie poważnie odpowiedział „te trampki pokazują, że mnie na nie stać. Pokazują, że dobrze zarabiam, jestem zaradny i daję sobie radę w życiu”.
Najpierw zbaraniałem, bo było to dla mnie równie głupie co głosowanie na Jarosława z Żoliborza, ale potem zacząłem się zastanawiać i… zaczęło mieć to sens (znaczy się buty, Lechujarka dalej nie kumam). Przecież te jego trampki za cztery stówy wcale nie są bardziej abstrakcyjne od auta za 100tysięcy, zegarka za dychę, czy domku w Konstancinie. Wszystko, co kupujemy wysyła sygnał pt „patrz, na co mnie stać” i jedyna różnica jest taka, ze jedni się do tego przyznają a drudzy udają, że naprawdę potrzebują tej terenówki do sobotnich zakupów w Lidlu

Poza szpanem zewnętrznym jest jeszcze szpan wewnętrzny. Wracam do domu, otwieram dobry alkohol, odpalam duży telewizor i mniej lub bardziej podświadomie czuję się z tym dobrze, bo to moje, zarobione, zdobyte. Ja to upolowałem –  jestem kimś.

Wysportowane ciało zaspokaja obydwa te „szpany”. Z jednej strony wysyła sygnał do ludzi „patrzcie, oto ja, okaz zdrowia i siły, witalność uszami mi wycieka” z drugiej zaś łechce wewnętrzne poczucie próżności, bo jestem „fajny, wysportowany, atrakcyjny; potrafię robić rzeczy, których inni nie potrafią”. Wysportowany człowiek wygląda dobrze i czuje się dobrze. Albo na odwrót – przecież i tak jedno z drugiego wynika.

A tak naprawdę to po cholerę? Po co się męczyć, skoro z lekką nadwagą tez można żyć? Przecież nie każdy „grubas” to przypadek kliniczny. Można mieć 10-15kg nadwagi i wyglądać dobrze, normalnie funkcjonować, nie umierać wchodząc na trzecie piętro. Na cholerę komu maratony, sztangi, pilatesy i crossfity. Na grzyba mobilność, skoro większość życia i tak spędzamy na dupie?

Tak z ręką na sercu – kto wychodząc na trening myśli sobie „o super, właśnie oddalam ryzyko nadciśnienia; jeszcze wieczorkiem zbiję cholesterol i będzie miód malina”? Naprawdę, myślicie, że te kilometry po asfalcie i 90%HRmax to dla zdrowia? Że przysiady ze stówą na plecach to w trosce o stawy kolanowe?
Sranie w banię moi drodzy!

Męczymy się, by poczuć się lepiej ze sobą w swoim ciele. Robimy to dla własnego ego – dla rekordu, dla sylwetki, dla podbicia samooceny. Chcemy być ładni, sprawni, seksowni. I wiecie co? I zajebiście! I dokładnie o to chodzi! Człowiek zadowolony, szczęśliwy sam ze sobą to człowiek, z którym przyjemniej się żyje. Człowiek, który czuje się dobrze, jest też dobry dla innych. Człowiek, który podoba się sam sobie, podoba się też innym. To jest zaraźliwe i samonakręcające, jak wirus 😉

Ktoś zaraz powie „ale to tylko ciało, to powierzchowne, to mija”. Pewnie! Wszystko przemija –  ale to nie powód, by czegoś nie robić, poddawać się jeszcze przed startem. Ta „powierzchowność”, którą z taką lubością nazywamy „płytką” (och, te nasze ciągoty do polaryzacji i przyklejania łatek „pustej lali”/”tępego karka”) jest przyczyną całej masy problemów emocjonalnych i kompleksów.  Jakoś nie spotkałem nikogo, ale to NIKOGO kto miałby kompleks,  że jest za głupi, za to osób z kompleksami na tle fizycznym nie policzyłbym, bo brak mi wykształcenia matematycznego. Przestańmy zatem okłamywać się, że fizyczność jest bez znaczenia – bo gdyby tak było nie mielibyśmy na jej tle kompleksów. Fizyczność jest zajebiście ważna! Uważacie inaczej? To przypomnijcie sobie, kiedy obejrzeliście się w zachwycie za osobą otyłą, lub zaniedbaną…

Nie znam ani jednego grubasa, który czułby się dobrze w swoim ciele. Gdy zahaczy się o temat sylwetki  zazwyczaj rzucą, że „kochanego ciałka nigdy za wiele/misterem uniwersum już nie będę/ chcę aby ktoś pokochał mnie nie ze względu na wygląd tylko na wnętrze” ale tak naprawdę to czują się ze sobą źle. Kilku moich znajomych zrzuciło 25-30 kg i otwarcie potem przyznawali, że życie chudszego jest o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze, że lepiej się ze sobą czują. Sam też doskonale pamiętam jak się czułem nie mogąc dopiąć spodni i jak czuję się teraz.
Z byciem grubasem można się pogodzić i oswoić, ale nie jestem w  stanie uwierzyć, że można z tym czuć się dobrze.

Olbrzymi sukces Ewy Chodakowskiej nie wziął się znikąd indziej, jak z naszej potrzeby bycia atrakcyjnym. Stwierdzenie, że jej zwolenniczkami są tylko puste lalki bardzie, tępe wydmuszki, którym tylko tipsy i walka z cellulitem w głowie byłoby krzywdzącym nadużyciem. Pracowałem z kilkoma kobietami, które „były na chodaku” i o żadnej z nich nie mogę powiedzieć, że była pustą lalką – w większości były to wykształcone, inteligentne babeczki, które po prostu chciały wyglądać lepiej, czuć się atrakcyjne.

Dbanie o swoją sylwetkę wciąż jeszcze kojarzy się z kimś pustym i powierzchownym. Co ciekawe, chodzenie do kosmetyczki, na depilację, czy do fryzjera zupełnie się z tym nie kojarzy –  a przecież to jest dokładnie to samo. I fitness i kosmetyczka mają na celu poprawić nasz wygląd, sprawić że poczujemy się atrakcyjniejsi, że spojrzymy w lustro i powiemy sobie w duchu „hej lala, cześć przystojniaku”. To wszystko to przecież dbanie o „powierzchowność” –  dlaczego więc jedno jest społecznie akceptowalne a za drugie można dostać łatkę pustaka?
Moim zdaniem to zwykła niekonsekwencja, by nie powiedzieć hipokryzja…

Można utyskiwać na lansowane wzorce urody –  odrealnione lalki z photoshopa – ale moim zdaniem byłoby to zwykłe szukanie winnych. W latach 60tych nie było photoshopa a nie przeszkodziło to w wylansowaniu totalnie odrealnionego wzorca kobiecego piękna – modelki Twiggy. Przeraźliwie chuda, chłopięca, posłużyła z pierwowzór lalki Barbie. Ile kobiet w tamtych czasach wyglądało jak ona? Pewnie tyle samo, ile dziś przypomina manekiny z photoshopa.
Dlatego nie ma co narzekać na terror kolorowych magazynów, bo ów „terror”, w tej czy innej formie obecny był zawsze. Zawsze były wyśrubowane normy i za wysoko postawiona poprzeczka do której nikt nie był w stanie doskoczyć. Wszyscy skalali i wszyscy skaczą – kwestia tego, czy damy się zwariować do końca, czy tylko troszkę. Czy skacząc umordujemy się do zarzygu, czy tylko tyle, by wyrobić sobie zgrabne ciało.

Z dbaniem o siebie, jak ze wszystkim, można przesadzić. Szczególnie jak się ma solidnego zajoba i nie wie kiedy przestać; gdy kompleksy są tak duże, że zaczynamy przeginać w drugą stronę. Można zacząć wartościować ludzi na podstawie poziomu tkanki tłuszczowej –  ale to już jest patologia i robota dla psychiatry. Na tym się nie znam –  więc się nie wypowiem.

Wiem natomiast, że dbanie o siebie to zajebista sprawa. Że super jest patrzeć na siebie w lustro i myśleć „no, nieźle ojciec, nienajgorzej jak na te twoje 35 lat”. Super jest mieć mniej kompleksów –  bo to one są hamulcami, które nie pozwalają rozpędzić się w życiu. Super jest nie mieć problemu z zakupem ubrań. Super jest być sprawnym i móc robić to, na co ma się ochotę.
Super jest mieć mniej ograniczeń.

Super jest czuć się atrakcyjnym, choć na bank znajdzie się wielu, którzy stwierdzą, że jest inaczej. Olać ich – zawistnych frustratów – ważne jest, by czuć się dobrze z samym sobą, bo człowiek zadowolony z siebie to człowiek szczęśliwy.

A jeśli powiedzą ci, że jesteś pustym powierzchownym pustakiem, po prostu uśmiechnij się i odparuj: „Ale za to zajebiście szczęśliwym pustakiem” 🙂

 

Reklamy

8 myśli na temat “Pusty. Próżny. Szczęśliwy.”

  1. Zgadzam się, dlatego stwierdzenie Chodakowskiej, że jej ciało to „efekt uboczny treningów”, „liczy się wnętrze” i „kobiecość jest w duszy nie ciele” mnie po prostu rozpierdala na łopatki między każdą serią zdjęć odsłoniętego brzucha i sztucznych cycków. A cycki zrobiła oczywiście dużo wcześniej, teraz by się na to nie zdecydowała. Ale jakoś implanty pozostają na miejscu… na instagramie

    Polubienie

    1. Zastanawiam się, czy stwierdzenia, że jej ciało to „efekt uboczny treningów”, „liczy się wnętrze” i „kobiecość jest w duszy nie ciele” nie są formą asekuracji, takim zabezpieczeniem na wypadek, gdyby ktoś zarzucił jej bycie pustakiem, który dba tylko o ciało. W naszej kulturze jest to niestety bardzo powszechne – jak ktoś o siebie dba to od razu przykleja mu się łatkę tłuka, bo przecież człowiek inteligentny to tylko Joyce’a Proustem zagryza i Kafką popija.
      Dlatego na wszelki wypadek dodaje się takie „zabezpieczacze” – bo wiecie, super ze mnie dżaga, ale to nieistotne, bo liczy się wnętrze.
      Ale skoro nieistotne, to po co nad nim tyle się poci?

      Masa hipokryzji w nas…

      Polubienie

      1. Tak, bo ona jest taka wrażliwa i robi to wszystko żeby ratować ludziom życia. Fajna babka, fajne ma ciało i odchudziła dużo kobiet, propaguje aktywnosc fizyczna jak mało kto – wstrzeliła się akurat w okno, zebrała znane wszystkim od lat ćwiczenia i ułożyła je w przystępne programy treningowe do zrobienia w domu bez żadnego sprzętu (btw ludzie którzy ją jadą za to, że kopiuje innych to pewnie ci sami, którzy jadą crossfit – bo przecież trening obwodowy wynaleziono lata temu. Tak, ale jakoś nikt nie ogarnął żeby to zebrać do kupy, nazwać i okiełznać – więc ten kto na to wpadł zgarnął wygraną w totka i o co się rzucać?). Ale umówmy się: dla zdrowia, to można na spacerki chodzić i przebieżki robić, a nie skakać po dywanie bite 45 min. Zwłaszcza początki treningowe są tak obrzydliwe, że zdrowie niestety nie jest wystarczającą motywacją. Dlatego nie uważam, że powinna się tak asekurować, bo kreuje się na kobietę idealną i od tej słodyczy aż się rzygać chce. Ćwiczy, żeby wygladac jak wyglada a wyglada super i motywuje ciałem ktore nazywa swoja wizytowka – wiec chyba to ono ma zachęcać ludzi do skalpela, a nie piękna dusza. Nie lubię jak mnie ktoś traktuje jak idiote i nazywa wysportowane ciało efektem ubocznym. No bitch please 😉

        Polubienie

      2. Pewnie, że nie powinna się asekurować, ale (jako społeczeństwo) mamy taką mentalność, że gdyby się nie asekurowała tylko powiedziała jasno „zadbane, szczupłe laski są ze sobą szczęśliwsze i jest im łatwiej w życiu” to by ją zaszczuli. Gdyby powiedziała jasno „lepiej jest być ładnym, lepiej mieć zajebiste ciało” to by ją zeżarli żywcem.
        Kiedyś coś w tym stylu powiedziała (bodaj) Kate Moss, i skończyło się to dużym ostracyzmem.

        Polubienie

      3. bo łatwiej uznać, że ładna i zadbana nie ma mózgu i odwrotnie. A to z lenistwa, bo ładnym nie chce się edukować, a brzydkim ćwiczyć. takie proste, takie niedozwolone do wypowiedzenia na głos

        Polubienie

      4. Mnie się w takich przypadkach przypomina niejaka Mucha. Przez lata zachwalała zalety swojego intelektu, będąc jednocześnie, że się tak odważnie wyrażę, zapuszczonym kaszalotem. W okolicy 30-stki przyszła refleksja, że czas ucieka a jakoś na intelekt wciąż nikt nie leci. Więc wzięła dupę w troki, schodła z 4 rozmiary i założyła push-up. I karuzela typu okładka-ścianka-news zaczęła się kręcić, a kasa w końcu zgadzać. I nawet nikomu nie przeszkadza, że pustak nieprzebrany z niej wyziera – taki rynek odbiorców więc i produkt się znalazł 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s