Lifestyle

Historia żółtej ciżemki, czyli jak kupowałem buty do ciężarów

Najpierw uważałem je za fanaberię. CrossFit pełen jest gadżeciarstwa i produktów dużo droższych, niż wynikałby to z ich trwałości, czy chociażby zdrowego rozsądku. Koszulki po dwie stówy, spodenki za trzy – z pewnością są ludzie, którzy są w stanie tyle zapłacić za produkt z fajnym logo, ale dla mnie to ten sam poziom, co stanie w nocnych kolejkach po ajfona.
Trwałem w  tym przekonaniu do momentu, w którym fizjoterapeutka zasugerowała przysiady w specjalistycznych butach, lub chociażby z małymi talerzami pod piętami. Za jej namową podłożyłem 2,5kilogramowe krążki i już po pierwszym przysiadzie wiedziałem, że to jest to. Że to żadna fanaberia, tylko konieczność. Że przy najbliższej wypłacie kupuję buty do ciężarów, tzw. liftery.

Zapał do kupna lifterów opadł mi już w trakcie pierwszego internetowego rekonesansu. Pięć i pół stówy za buty do ciężarów! Ochujałeś Killer? Za taką kasę to chyba same powinny stówę zarzucać, albo przynajmniej ze dwie w martwym szarpać. Pięć i pół stówy, ja pierdolę, ktoś tu na głowę upadł… Szczęśliwie w tymże samym Internecie dowiedziałem się o pewnym starszym panu, który gdzieś tam na Śląsku robi buty. Starszy pan i buty do ciężarów – nie brzmiało to zbyt obiecująco – ale pozytywne opinie skłoniły mnie do zaryzykowania.
No i cena; nie zapominajmy o cenie. Trzy stówy zamiast 550 – na taki argument nie miałem żadnego ale.

Strona internetowa przeniosła mnie w poprzednie stulecie. Paskudne WWW to u mnie pierwszy powód do zamknięcia przeglądarki, ale kasa misiu, kasa… Za dwie i pół stówki przebolałem jakoś ten mokry sen studenta informatyki. Spędziwszy pół godziny na wyborze modelu zadzwoniłem pod podany na stronie numer. Człowiek po drugiej stronie był zakręcony jak ruski termos –  ledwośmy się dogadali a jeśli chodzi o model butów to może pan zamówić każdy jeśli akurat mamy go na stanie. Dobra biorę co jest. Zmierzyłem stopę, zrobiłem przelew i zadowolony czekam na buty.

Po dwóch dniach przychodzą buty. Miód malina! Tylko dlaczego przesyłką za pobraniem? Ponieważ nie przywykłem dwa razy płacić za towar nie odbieram przesyłki – niech wraca do nadawcy. Telefon na Śląsk – no tak, bo my zawsze za pobraniem. To po co numer konta? No nieważne, pójdzie jeszcze raz normalną przesyłką.

Po tygodniu mam buty. Niestety, za duże – tak to jest jak ma się rozmiar połówkowy – albo się trafi albo nie. Pakuję więc buty do kartonu, dokładam kasę na przesyłkę i ponownie liftery kursują na Śląsk.

Mija tydzień.
Drugi.
Na początku trzeciego tygodnia dzwoni producent z informacją, że… dopiero otrzymał moją paczkę. O taka twoja mać poczto polska, 400km w dwa tygodnie – chyba żeście wołami te buty na Ślunsk wieźli! Ale nic to, grunt, że dotarły i nazajutrz wyjdą o rozmiar mniejsze. Mało tego, pan producent upiera się, że odeśle mi kasę na przesyłkę, bo  byłbym pierwszym klientem którego policzyłby za wysłanie niepasującego rozmiaru. Nie powiem, zrobił na mnie wrażenie. Jest to ten typ starego rzemieślnika, który renomę ceni sobie bardziej od kilku dodatkowych złotych.

Buty przyszły nazajutrz. Rozmiar idealny.

Wyglądem buty Mośka cofają w lata 60te, może 70. Zdecydowanie nie jest to nowoczesny design spod znaku Reebooka, czy innov8, za to jeśli chodzi o jakość… Ostatni raz tak solidne buty miałem na nogach przy okazji zakładania opinaczy na pierwsze koncerty metalowe.  Żadnych materiałowych wstawek, plastiku, czy innych bzdur. Gruba, mocna skóra, która sprawia wrażenie, jakby miała służyć jeszcze moim wnukom.
Jak mi się znudzi podnoszenie ciężarów, spokojnie polecę w nich w pogo.

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się kupować butów na trzy razy. Trochę się denerwowałem i niecierpliwiłem, ale koniec końców wszystko dobrze się skończyło.
Producent, człowiek trochę zakręcony, okazał się być charakterny i uczciwy a jego buty (choć niewyględne) zajebistej jakości – takiej solidności nie znajdziecie w żadnym sklepie.

Jakby ktoś się zastanawiał nad kupnem lifterów – z czystym sumieniem mogę polecić Mośki.
Buty ze Śląska są dowodem na to, że wciąż jeszcze może być dobrze i (relatywnie) tanio

Artykuł odtworzony z historycznej wersji strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *