Amarok East Side Challenge: z drugiej strony barierki

Obraz powoli nabiera ostrości. Jedno oko, drugie… Z oddali dobiega stłumiony odgłos telewizora. Bajki? A tak, pewnie żona włączyła córce żebyśmy mogli jeszcze pospać… Ale zaraz, przecież bajki zaczynają się dopiero o…

OŻESZKURWA…

droga

Szczęśliwie na trasie luz i spokój. Rozmieszczenie fotoradarów znam na pamięć więc lecę nieco żwawiej, niż normalnie. Jeszcze tylko chwila kombinacji z parkowaniem i spóźniam się raptem 15 minut. Omija mnie tylko pierwszy heat – nienajgorzej, jak na pobudkę z godzinnym opóźnieniem.

sala

Hala sportowa pierwszego L.O. – najlepszego ogólniaka w Białymstoku. Trochę w niej pustawo – widać że godzina wczesna i nie każdy się pofatygował bladym (jak na sobotę) rankiem. Przy RIGu uwijają się dziewczyny – na start poszła żelazna klasyka CrossFitu, czyli FRAN na lekkich (a w przypadku panów całkiem solidnych) sterydach. Jeszcze wszyscy w pełni sił, jeszcze publika ździebko rozkojarzona. W środku tego wszystkiego niczym wodzirej uwija się „mój „trener –  Bartek Macek z CrossFit Mokotów.  Sporo tu znajomych twarzy z kilku warszawskich boxów. Zresztą nie tylko warszawskich – niemal od razu wyhaczam Kamila z CrossFit Podlasie, chwilę potem znajomego, z którym biegłem tegoroczny Maraton Wigry, zaś w przerwie obiadowej w barze „Podlasiak” spotykam kolegę, z którym robiłem drużynowego Team Woda w grodzie sljedzia (żubra, znaczy się).

burpees

Jako gadżeciarz pierwszego sortu sporo sobie obiecywałem po stoiskach i… troszkę się rozczarowałem. Rzecz jasna okolicznościową koszulkę i pudło koksu od Amaroka kupiłem już w pierwszej przerwie, ale od stoiska Reeboka odszedłem z pustymi rękoma. Nie dlatego, żeby tam nic nie było –  było i to sporo – ale gdy wziąłem koszulkę do ręki… Może to i jakaś fiu-bdździu nie wiadomo jak wypasiona technologia, ale w dotyku te koszulki są jak szmaty z Bangladeszu. Bałbym się to na trening założyć w obawie, że się porozciąga po pierwszej setce Burpees. No sorry, ale za TAKĄ kasę, jaką sobie Reebok śpiewa za swoje produkty, to oczekuję zbroi i plus 30kg do rwania a nie chusteczki, która sprawia wrażenie, że się rozejdzie pod palcami.

sala_1

Rozczarowało też legal cakes. Jako wierny ich konsument specjalnie zjadłem lekkie śniadanie by z czystym sumieniem nawpieprzać się brownies pod korek, tymczasem batoniki, które miałem okazję zjeść (brownie i szarlotkowy) były suche – a suchość w przypadku brownie i szarlotki to feler raczej znaczący. Pomijam już fakt, że były droższe, niż w Warszawie (wszystkie stoiska miały ceny promocyjne, tylko legale poszli pod prąd)  – to bym jeszcze przebolał, ale uszczerbku na doznaniach smakowych nie zdzierżę.
Sorry Legal Cakes, trója z minusem.

sala_2

Ostatnim zgrzytem (nomen omen) imprezy był pan didżej i nagłośnienie, które tak NAPIERDALAŁO po uszach, że chwilami czułem fizyczny dyskomfort. Pan muzykant chyba pomylił zawody crossfitowe z podmiejską dyskoteką, bo zamiast typowego dla BOXów mocniejszego uderzenia raczył nas disco łupanką okazjonalnie przerywaną lambadą w wersji techno, by nagle, ni z gruchy nie z pietruchy puścić „dzieci” elektrycznych gitar. Do tego dźwięk był tak dziwnie ustawiony, że choć zrywał peruki z głów, ledwie dało się zrozumieć, co pan didżej mówi. Co ciekawe – niezrozumiały był tylko didżej – prowadzącego było słychać jasno i wyraźnie.
Generalnie, jeśli chodzi o dźwięk, z przyjemnością wracałem do domu przy wyłączonym odtwarzaczu 😉

hand_walk

Szczęśliwie, zawodnicy wiedzieli po co tu przyjechali – przy RIGu od samego początku była walka i ogień z dupy – a  i po drugiej stronie  barierek też nie było gorzej. Zawodnicy jechali na ostro, kibice zdzierali gardła i nawet ja, choć myślałem że kibicowanie mnie nie jara, piłowałem ile wlezie. Szczególnie, gdy prowadzili moi cisi faworyci 😉

Już pierwsze konkurencje przyniosły kilka ciekawych spostrzeżeń.
Pierwsza i najważniejsza jest taka, że duży nie znaczy silny. Niby jest to rzecz oczywista, niby wszyscy to wiemy, ale dopiero gdy widziałem sporych rozmiarów koleżkę (niejednego zresztą), którego „zjadł” martwy ciąg 120kg sztangą, zaś obok niego chłopaczek metr sześćdziesiąt z lekkim hakiem wywijał tą samą sztangą, jakby ważyła o połowę mniej, dotarło do mnie, że to wszystko są pozory. Zresztą, ów chłopak z (bodajże) CrossFit elektromoc, był długi czas moim faworytem, bo choć mały ciałem, walczył za dwóch koni. Kto nie widział jak rwie nad głowę sztangę z 1,5 masy swojego ciała, ten może sobie tylko wyobrażać. Niesamowity widok.

martwy

Świetnym przykładem nieprawdziwości takiego rozumowania był zwycięzca Amaroka – Brytyjczyk Will Kane. „W życiu bym na niego nie postawił, prędzej na tego czarnego” – dobiegło mnie zza pleców tuż po tym, gdy Will jako pierwszy ukończył finałową konkurencję tym samym wygrywając zawody. To prawda – nikt by na niego nie postawił –  tym bardziej, że startował w otoczeniu 100kilogramowych napakowanych bestii. Tymczasem szczupak o posturze raczej biegacza, czy piłkarza odsadził konkurencję o dobre 10%. Od samego początku widać było, że ten niepozorny facet może nieźle namieszać – i tak też się stało – wygrał w pięknym stylu.

will_wiosla
„W życiu bym na niego nie postawił…”

Kilka razy już pisałem, że urokiem CrossFitu jest to, że zawsze znajdzie twoją słabość i wykorzysta ją by wytrzeć tobą podłogę. Klasyk CrossFitu, Fran, pokazała to bez taryfy ulgowej. Wielcy kolesie puchli na drążku, mniejsi ze sztangą a nawet ci, wydawać by się mogło wszechstronni, którzy doszli do półfinału, odpadali w trakcie chodzenia na rękach. To był zresztą jeden ze smutniejszych widoków tych zawodów – półfinał, rywalizacja tych „przesianych” po czym dwóch panów zwyczajnie siada na macie i nie przystępuje do ćwiczenia. Kosmos! Z jednej strony ich rozumiem, bo skoro wiedzieli, że nie przejdą 9 metrów na rękach to woleli nie marnować sił na próby z góry skazane na porażkę i zachować je na dalsze ćwiczenia. Z drugiej strony jednak, kiedy w trakcie półfinałów zawodnik siada na macie i oddaje pole walkowerem… No smutny był to widok.
Była to też dosada lekcja poglądowa na temat „Jadąc na zawody musisz być przygotowany na wszystko” –  bo co z tego, że jesteś świetny ze sztangą i wydolnościowo, radzisz sobie nieźle, dochodzisz do półfinałów i potem odpadasz nawet nie podjąwszy walki?
Nie każdy jest Ryśkiem Froningiem, który może dać dupy na bieganiu i nadrobić w pozostałych konkurencjach.

siedzacy

Za trzecią uwagę pewnie mi się oberwie od kobiet, ale nie będę w imię jakiejś bzdurnej poprawności politycznej udawał, że czegoś nie widziałem –  a widziałem tyle, że w trakcie finałowego WODa, w piętnastominutowym limicie czasu najlepsza kobieta doszła do połowy treningu zaś najlepszy mężczyzna ukończył go w 13:48.
Żebyśmy się źle nie zrozumieli – nie znaczy to, że kobiety prezentują kiepski poziom, robią coś źle, czy słabo –  wręcz przeciwnie – babki walczyły jak wściekłe a i techniki im nie brakowało. Nie zmienia to jednak faktu, że RELATYWNIE (przy uwzględnieniu skalowania ciężarów, czy stopnia trudności) są słabsze od facetów. Świetnie to było widać przy bar muscle-upach – były finalistki, którym sprawiały one duże trudności, zaś panowie szli jak przecinaki.

muscle_up

O ile każdy z WODów był na swój sposób emocjonujący i wymagający, o tyle finałowa konkurencja to były delicje, creme de la creme – tak ze strony Pań jak i Panów. Przy barierkach nakręcona publika, przy RIGU najlepsi tego wieczoru – emocji było co nie miara i tylko szlag mnie trafiał, że nie mogę nagrać całości, bo mi zdychała bateria w telefonie 😉
Will Kane rozsmarował konkurencję jak ciepłą nutellę. Ten finał należał do niego.

will_row

Podsumowując Amarok East Side Challenge mogę powiedzieć tyle: niech żałuje ten, kto nie był.
Świetna organizacja, świetna lokalizacja, świetni zawodnicy. Gdybym miał się czegoś czepiać – byłoby to czepianie się na siłę i szukanie dziury w całym. Jeśli cokolwiek nie zagrało – było to dla kibiców niezauważalne –  więc tak, czy owak piątka z plusem dla organizatorów (i uwaga do dzienniczka dla didżeja 😉 )

Reklamy

9 thoughts on “Amarok East Side Challenge: z drugiej strony barierki”

  1. Bardzo fajny styl pisania, bardzo przyjemnie się czytało. Krótko, zwięźle i na temat? Na pewno nie krótko ale ciekawie. Na pewno zwięźle. Na pewno na temat. Choć byłem na tym od początku do końca ciekawiło mnie co autor ma do powiedzenia na ten sam temat co moje oczy widziały. Dla mnie bomba(powiedział Bin Laden).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s