Lifestyle

Ja ci k**wa dam słabą płeć!

Jakiś czas temu w internecie pojawił się filmik, na którym Stacie Tovar, jedna z lepszych CrossFiterek, co na sztangę kładzie ciężary od których zwykły facet dostaje wylewu krwi do mózgu, pokazuje się od  (dla jej fanów) niecodziennej strony – umalowana, wystrojona –  w wieczorowej kiecce siedzi i gra na forteklapie. Rzewna melodia przeplata się z przebitkami z treningu a wszystko to sprowadza się do podsumowania, że poza siłą jest też w niej i piękno. Że nie jest tylko terminatorem, który wywija kilogramami nad głową, ale też wrażliwą, delikatną kobietą.

Oglądałem ten film i miałem wrażenie, że ktoś tu bardzo mocno usiłuje mnie przekonać, że nie jest wielbłądem.

Masa, pompa i plażowa sylwetka

Uprawianie sportów siłowych sprawia, że nabiera się siłowej sylwetki – to głównie dla niej panowie wiosną wykupują karnety na siłownię. Mało który mówi, że chce być silny – bo to oznaczało by że nie jest a do tego żaden się nie przyzna – tylko że chce dobrze wyglądać. Chce wyglądać na zdrowego i silnego.
W przypadku kobiet większość chce tylko wyglądać dobrze –  siła nie jest im do niczego potrzebna. Są jednak kobiety, które poza fajną sylwetką interesuje także siła i sprawność. Mało tego –  są również i takie, które interesuje głównie siła i sprawność a fajna sylwetka jest dla nich czymś, co pojawia się niejako przy okazji rozwijania siły.
Zdecydowana większość zawodniczek CrossFit Games rekrutuje się z tej ostatniej grupy.

Widziały gały, w co się pakowały

Decydując się na rozwijanie siły człowiek godzi się (a często oczekuje wręcz) że będzie wyglądał na silnego –  czyli mówiąc wprost, że będzie miał duże, silne, wyraźnie widoczne mięśnie, dzięki którym będzie w stanie dźwigać ciężary. W przypadku kobiet oznacza to, że będą podobne do facetów. Tak tak – już słyszę ten syk oburzenia – ale spójrzmy na to na chłodno (albo przynajmniej spróbujmy).

Zacznę od banału, ale ten banał to podstawa więc zacząć od niego trzeba. Od tysięcy lat stosunki damsko męskie wyglądają (w dużym uproszczeniu) tak, że facet ma być silny a kobieta ponętna. Wiem że feministki i studentki gender-fikołków już ostrzą na mnie osinowe kołki, że patriarchat i społeczeństwo opresyjne, ale tak to wyglądało.  Facet miał zapewnić byt i bezpieczeństwo a kobieta być na tyle atrakcyjną, by ten największy i najsilniejszy wybrał właśnie ją. Owszem, musiała mieć sporo siły by ogarnąć czeredę dzieciarni i chałupę z obejściem,  ale jak przyszło się do siłowej roboty to było to zadanie dla chłopa.
Dopiero ostatnie kilkadziesiąt lat przyniosło zmiany w tym temacie. Współczesnym kobietom wyzwolonym może się to wydawać obrazoburcze, ale niech zapytają swoich babek, jak jeszcze 50 lat temu wyglądały relacje damsko-męskie.

ty lubisz tak, a ja znów to wolę na wspak

Wiadomo, że zawsze znajdą się wyjątki, że każdy ma swoje potrzeby i upodobania, ale z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że facetom podobają się babki, które nie przypominają ich samych, zaś kobietom faceci, którzy nie wyglądają i zachowują się jak ich koleżanki. Nie znam kobiety, którą kręciłby pizdowaty hipster w liliowych rurkach ani faceta, który na ulicy obejrzałby się za zapaśniczką 80kg żywej wagi – a ponieważ i ja i moi znajomi jesteśmy zwykłymi Kowalskimi chyba mogę przyjąć, że ogólnie rzecz biorąc kręcą nas  (kobiety i mężczyzn) przeciwieństwa. Szukamy tego, czego sami nie mamy.
Rzecz jasna, istnieje dość wąska grupa pasjonatów sportu i fitnesu, dla których umięśniona kobieta będzie spełnieniem fantazji. Znajdą się też zapewne kobiety dominujące, dla których rozmemłany hipsterzyna będzie idealnym partnerem,  ale są to grupy na tyle małe, że w skali ogólnospołecznej można je zwyczajnie pominąć.

Skoro kręci nas to, że jesteśmy różni, uprawianie aktywności do niedawna zarezerwowanych dla drugiej płci automatycznie stawia nas w obyczajowej szarej strefie –  bo nagle przestajemy się różnić. Szczęśliwie zmiany kulturowe galopują co sił w nogach i to, co 15 lat temu było dziwactwem dziś jest już zwyczajne. Już nikt nie patrzy podejrzliwie na babkę na motorze, choć facet na zajęciach z baletu to wciąż jeszcze widok niecodzienny.
Rzecz w tym, że nasze zajęcia –  ów motór, czy balet –  to są nasze role drugoplanowe i łatwiej jest nam zaakceptować ekstrawagancje na tym polu.  Zachowania nietypowe zahaczające o role pierwszoplanowe –  czyli naszą fizyczność, seksualność, są dużo trudniejsze do zaakceptowania ponieważ nie dotyczą kultury i obyczajów, tylko rzeczy absolutnie podstawowych i pozarozumowych, najbardziej pierwotnych z pierwotnych.

baba z brodą i mientka faja

Najprościej byłoby napisać kobieta dźwigająca ciężary jest nieatrakcyjna dla facetów bo wygląda jak facet – ale byłaby to zwyczajna bzdura, bo wystarczy obejrzeć fotki Christmass Abott i całą tą teorię o nieatrakcyjności i wyglądaniu jak facet można o kant dupy potłuc.

Nie zmienia to jednak faktu, że na pewnym etapie umięśnienia sportsmenki przestają być postrzegane przez większość zwyczajnych facetów jako atrakcyjne. Tu znowu można złośliwie powiedzieć, że pewnie myślą tak chudeby, które wnosząc zgrzewkę wody odpoczywają na każdym półpiętrze – ale to też będzie pudło. Wśród moich boxowych znajomych powszechny jest podziw dla CrossFiterek z czołówki, ale zazwyczaj wraz ze słowami podziwu pada stwierdzenie, że z wyglądem to już nie ich gust. Owszem, są wyjątki typu Camille, czy Christmas –  ale zachwyty nad nimi biorą się z tego, że to po prostu piękne babki są a ich uroda sprawia, że chłopaki przymykają oko na muskulaturę.  Sam Briggs to też sportowiec pierwsza klasa, ale jest mniej urodziwa od Camille, czy Julie Foucher i nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by powiedział o niej, że to fajna, atrakcyjna kobitka.

farmazony z internetu

Rekordy popularności wśród kobiet bije internetowy mem strong is the new sexy. Kiedyś sexy było szczupłe ciało, dziś sexy jest siła – starają się nas przekonać pozujące na memach umięśnione babeczki. Nie da się ukryć – co jedna to bardziej atrakcyjna od poprzedniczki, więc pewnie rację mają. Rzecz w tym, że nie są atrakcyjne dlatego że są silne, tylko dlatego że mają ładne buzie, zgrabne ciała i są dobrze w photoshopie wyretuszowane. Ich siła nie ma tu nic do rzeczy. Na żadnym z tych memów nie widziałem nikogo o urodzie Sam Briggs (czy posturze sztangistki wagi ciężkiej, która niewątpliwie silna jest jak tur) –  a to dlatego, że w jej przypadku tekst strong is sexy byłby zupełnie niewiarygodny.

Sexy oznacza budzące pożądanie. Seksowna kobieta to ta, która swym wyglądem/zachowaniem  jest atrakcyjna dla mężczyzn. Rzecz jasna, możemy sobie wmawiać że jest inaczej, że liczy się wnętrze i tak dalej, ale seks to kwestia instynktu a tego nie da się ogłupić teoriami i założeniami. Instynkt wie swoje i w przypadku facetów wie tyle, że siła u kobiety to nie jest to, co ich kręci. Faceta kręci wygląd. To, czy babeczka  podrzuca trzydzieści, czy sto trzydzieści nie ma żadnego przełożenia na to, czy jest dla niego atrakcyjna, czy nie. Liczy się to, jak wygląda. Gdyby faktycznie kobieca siła była sexy, boginiami męskich fantazji byłyby enerdowskie pływaczki i rosyjskie sztangistki.

Mezaliansów niet

Facetom podobają się wysportowane babki. Nie przeszkadza im, że mają mięśnie – niektórzy nawet to lubią – ale gdy kobieta zaczyna przypominać atlas anatomiczny to jest to już atrakcja dla konesera. Terminatory pokroju Briggs, czy Webb się podziwia i szanuje za wyniki, ale jeśli chodzi o zachwyty nad atrakcyjnością –  z tymi jest bardzo oszczędnie.
Nie znam ani jednego faceta, któremu podobałyby się kobiety uprawiające bodybuilding –  ale to pewnie dlatego że sam się tym sportem nie zajmuję i nie mam zbyt wielu znajomych wśród zawodowych bodybuilderów. Mam typowych znajomych z typowej pracy i dla nich kobieta – siłaczka to niemal to samo co baba z brodą.  Nie oznacza to, że zawodniczki BB są niekobiece, czy nieatrakcyjne – obecność panów na pokazach mówi sama za siebie a większość z zawodniczek ma swoich mężów/facetów – tak się tylko dziwnie składa, że większość z nich wywodzi się ze środowiska sportowo-kulturystycznego.
Napakowane babki podobają się napakowanym facetom – tak to po prostu wygląda.

Podobnie sytuacja ma się w innych dyscyplinach – wystarczy zrobić szybki rekonesans po Facebooku, by jasnym się stało, że ludzie uprawiający sport na poziomie zawodowym wiążą się z osobami z tej samej, albo pokrewnej dziedziny. Mezalianse w stylu ona ciężarowiec i on główny księgowy raczej nie występują, za to normą są zestawy on-sportowiec/kulturysta, ona – instruktorka fitness, tudzież sportsmenka w innej dziedzinie.
Swoi trzymają ze swoimi.

Jasne zasady

Decydując się na sport na poziomie zawodowym, człowiek godzi się z tym, że będzie wyglądał adekwatnie do danego sportu – a w przypadku sportów siłowych oznacza to tyle, że nie będzie wyglądał standardowo ( i nie mam tu na myśli 20kg nadwagi, czy piwnej ciąży). Owszem, Kalendarz Dominiki Cudy pokazuje, że sportsmenki mogą wyglądać MEGA SEKSOWNIE, ale żadna z nich nie ma postury typowej zawodniczki CrossFit Games, ponieważ nie rwą masy ciała nad głowę i (zakładam) nie wciągają koksu na hałdy. Na dwanaście dziewcząt z kalendarza, tylko dwie uprawiają sporty związane z większymi ciężarami  (CF i siłownia, przy czym nie wyglądają na weteranki w tych dyscyplinach) cała reszta zaś uprawia sporty związane z gracją, zwinnością, bądź wytrzymałością i efekt jest taki, że oczu od monitora oderwać nie można

Mam to  w dupie

Idę o zakład, że gdyby zapytać kobiety dźwigające ciężary, czy bycie atrakcyjną dla zwykłych (albo jakichkolwiek innych) facetów jest dla nich istotne, zdecydowana większość odpowiedziałby, że ma na to wyjebane, albo przynajmniej jest im to obojętne. Kobiety dźwigają dla siebie. Kobiety chcą być silne. Kobiety mają w dupie co faceci o tym myślą, bo nie trenują dla facetów tylko dla siebie. Co prawda życie uczy, że im bardziej człowiek podkreśla, że mu na czymś nie zależy tym bardziej jest na odwrót – ale załóżmy że w tym przypadku faktycznie mają na facetów wywalone, że liczą się tylko kilogramy i przyrost masy mięśniowej.
Skoro zatem liczy się siła i bycie niezależną, to co ten film z forteklapem? Po co to ten przekaz, że nie jestem tylko terminatorem, jestem też kobietą, jestem piękna, zmysłowa, seksowna i wrażliwa?

Żeby dojść do wyników i postury Stacie Tovar trzeba poświęcić wiele lat i wypić cysternę suplementów. Przez te wiele lat było wiele okazji do refleksji, że uprawiając męski sport, nabierając męskiej sylwetki siłą rzeczy przechodzi się na męską stronę. Ja wiem, że nie ma czegoś takiego jak męski sport czy  męska strona, że w tych czasach wszyscy mogą wszystko, ale ewolucja jest nieubłagana i ma w dupie to, co się w ciągu ostatniego półwiecza w obyczajowości wydarzyło. Z ewolucyjnego, instynktownego i pozarozumowego punktu widzenia wydatne mięśnie są atrybutem mężczyzny i kobieta z takimi mięśniami będzie przez większość facetów postrzegana przynajmniej jako ktoś pośrodku.
Rzecz jasna, cały czas mówimy o kimś z bicepsami jak Briggs a nie wysportowanej babce i o standardowym facecie a nie zawodowcu z meldunkiem na siłowni – bo jak już wspomniałem, panowie dźwigający ciężary miewają mocno nietypowe gusta, czego przykładem może być frekwencja na pokazach damskiego bodybuildingu 😉

Nie jestem wielbłądem, naprawdę

Mamy więc babkę, która od lat szarpie żelazem, robi to świadomie i z premedytacją. Doskonale wie, jaką drogę wybrała i jakie są tego społeczne konsekwencje. Skąd więc nagle ta potrzeba manifestacji swojej drugiej strony? Może jestem cyniczny, ale dla mnie jest to tak samo wiarygodne, jak gdyby jakiś telewizyjny celebryta robiący z siebie regularnie pajaca – taki Jacyków na ten przykład – nagle pokazał się od dojrzałej, wyważonej strony i usiłował mnie przekonać, że poza zachowywaniem się jak rozhisteryzowany gimnazjalista potrafi też być męski i zdecydowany.
Chyba zastrzeliłbym go śmiechem.

Nic Ci do tego.

Uprawianie męskiego sportu implikuje męskie zachowania. Robiąc coś latami przez kilka godzin dziennie siłą rzeczy przesiąka się zachowaniami charakterystycznymi dla danej aktywności  i tak jak faceci uprawiający balet robią się coraz delikatniejsi i gładcy w ruchach, tak kobiety dźwigające ciężary robią się coraz bardziej szorstkie w obejściu – zmienia się ich postura, słownictwo, sposób zachowania. Nie dzieje się to z dnia na dzień i niekoniecznie musi oznaczać zmianę w enerdowską sztangistkę, ale po kilku latach i dziesięciu kilogramach masy mięśniowej, czy nam się to podoba czy nie, odejście od standardów jest jak najbardziej widoczne ponieważ jesteśmy nie tylko tym, co jemy, ale też tym, co robimy.

Daleki jestem od oceniania takich wyborów, bo każdy człowiek robi tak, by czuć się ze sobą jak najlepiej i dopóki nie krzywdzi tym innych – nie mój to interes, co robi. Chcą kobity rwać sztangę – niech rwą. Chcą mieć bicepsy jak Briggs – niech mają. Chcą być silne i niezależne –  niech będą. Świat jest pełen różnorodności i na pewno każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Nie kupuję tylko filmiku, w którym napakowana mięśniami sportsmenka przebiera się w wieczorową kieckę (spod której i tak widać, że jest fest nabita) i próbuje mnie przekonać, że jest wrażliwą istotą. Nie kupuję tego, bo jest to dla mnie odpowiednik sytuacji, w której pizdowaty hipster nagle zapuszcza brodę, wciska się w stare dżinsy, flanelową koszulę i próbuje udawać twardego faceta.
Nie wierzę w takie przebieranki.

Nie da się ciastka zjeść i ciastka mieć. Tak, jak nie można być męskim mieszkającym z rodzicami 30to latkiem tak nie można być wrażliwą i romantyczną ciężarówką. Wybory, których dokonujemy w życiu zmieniają nas i im dłużej w nich trwamy tym bardziej są nieodwracalne.
Rzecz w tym, by przyjąć konsekwencje tych wyborów i nie grać kogoś, kim się nie jest.
No, chyba że po pijaku –  ale to tzw. okoliczności łagodzące 😉

Artykuł odtworzony z historycznej wersji strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *