CrossCore – między pakernią a boxem

Jadąc do trójmiasta na Cross Baltic Challenge wiedziałem, że bez wizyty w lokalnych boxach się nie obejdzie –  w końcu co to za krosfiter, co wyjazdowego WODa nie zrobi? Ponieważ zarówno CF Stocznia, jak CF 3city miałem „odhaczone”, wypadało odwiedzić Cross Core –  było nie było, współorganizatora imprezy, na którą się wybierałem.

wejscie
Krosfitery na prawo, pakery na lewo

CrossCore jest częścią większego kompleksu sportowego, który co prawda rozbity jest na dwa budynki, ale rozmiary ma średniego hipermarketu. W jednym z budynków mieści się fitness klub zaś w drugim, dokładnie naprzeciw, znajduje się sala do CrossFitu oraz treningów bokserskich. Nie wiem, jak w fitness klubie, ale na krosfitach honorowany jest multisport zaś recepcja zaopatrzona jest we wszelakie koksy niezgorzej od stacjonarnego sklepu z odżywkami.

Ponieważ budynek jest duży – to i miejsca do treningu jest dużo. Na moje oko spokojnie może tam wejść kilkadziesiąt osób i trzaskać Burpees ku chwale Grzesia Glassmana. Jednak miejsce to małe miki, bo tego, czego jest naprawdę DUŻO  to jest sprzęt. Co prawda brak assault bike a ergometry są tylko dwa, za to ogólnie rozumianego sprzętu do ciężarów jest srylion pierdylion i jeszcze z górką.
Nie odwiedziłem jeszcze boxa, który byłby tak hojnie wyposażony.

stojaki.jpg
to jakaś 1/5 dostępnego sprzętu

Niestety, ilość nie idzie w jakość – bo sprzęt jest mocno zaniedbany. Chcąc zrobić rozgrzewkowy kilometr na wiosłach musiałem usiąść na ergometrze, pardon my french, tak ujebanym, że aż wstyd. Normalnie bym sobie odpuścił, ale pierwszy raz widziałem taki model wioseł –  więc ciekawość zwyciężyła. Podobnie było z piłką lekarską, która zostawiła na dłoniach warstwę kurzu a całości dopełniły pordzewiałe sztangi.

ergo
Tego ergometru nie używano chyba od zeszłej dekady…

 

reka_po_WBS
Wziąłem do ręki piłkę lekarską…

Jeśli chodzi o zalety CrossCore, to największą z nich jest obfitość sprzętu i miejsca. Sześć stanowisk do liny, trzy stanowiska do dwuboju, dwa RIGi, kamizelki z obciążeniem, worki, piłki takie, śmakie, owakie – naprawdę, sprzętu jest tam od groma i ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, w której mogłoby np. zabraknąć sztangi do treningu. Niestety, jest to sprzęt takiej sobie jakości –  i nie chodzi tu nawet o te nieszczęsne sztangi, ale o palpitację serca, o którą przyprawiły mnie kettle, które nie są wykonane z litego żeliwa, tylko mają formę bańki wypełnionej nie wiadomo czym. Momentu, w którym podczas swinga czuję, jak w kettlu się coś przesuwa i zaczynam gubić środek ciężkości, nie zapomnę jeszcze długo…

podesty
Są podesty do dwuboju – można ciskać żelazem

Drugą zaletą jest wypasiona strefa do ćwiczeń gimnastycznych. Dobre kilkadziesiąt metrów kwadratowych powierzchni,  6 stanowisk do liny, dwa do kółek a podłoga wyścielona czymś na tyle miękkim, by ewentualny upadek nie skończył wizytą na pogotowiu. Jak dla mnie są to idealne warunki, by ćwiczyć zaawansowaną gimnastykę i mogę śmiało powiedzieć, że tak dobrze przygotowanej „strefy gimnastycznej” nie spotkałem jeszcze w żadnym boxie.

Trzecią zaletą jest bliskość fit-baru, w którym można zjeść dobrze i relatywnie tanio. Zamiast nosić ze sobą pudełka z żarciem można spokojnie wpaść do baru i za niecałe 20 zł najeść się pod korek.

Ostatnią zaś zaletą jest fakt, że można tam wejść na multisporta, czyli de facto za pół darmo – i to jest argument nie do pobicia.

bar
Dużo, smacznie i relatywnie tanio

Wizyta w CrossCore przywołała wspomnienia sprzed ćwierć wieku, gdy jako jedenastoletni kaczan miałem swój pierwszy kontakt z siłownią. W zasadzie to nawet ciężko nazwać siłownią, bo był to typowy PRLowski dzielnicowy ośrodek sportowy  – parterowy budynek ze sprzętem pamiętającym jeszcze dostatnie czasy Towarzysza Edwarda. Wszystko było brudne, odrapane, pordzewiałe i zakurzone – dokładnie takie, jak otaczająca nas wówczas rzeczywistość. Wtedy zupełnie nam to nie przeszkadzało, bo byliśmy dzieciakami, które w ramach „sportowej soboty” mogły za darmo poczuć się jak Arnold Schwarzenegger, którego namiętnie oglądaliśmy na pirackich, po raz pierdylion n-ty przegrywanych taśmach VHS.
Ćwierć wieku później się wydelikaciłem i wolę bardziej schludne warunki.

sztangi
Prawie jak na osiedlowej siłce

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że głównym problemem CC jest brak pańskiego oka, które jak wiadomo nie tylko konia tuczy, ale też sprawia, że sprzęt jest zadbany i leży na swoim miejscu. CC jest  duże, bogato wyposażone, ma super strefę do gimnastyki, trzy podesty do dwuboju, tor do sanek – spełnia więc wszystkie warunki, by być „miejscówką na wypasie”. Kłopot niestety w tym, że jest też zwyczajnie zaniedbane i wygląda tak, jakby na początku ktoś tam wpompował furę kasy a potem zostawił miejsce samo sobie na łaskę klubowiczów i zatrudnionych pracowników.
A szkoda, bo wystarczyłoby oblecieć kurze, doprowadzić sztangi do porządku i byłby box jak marzenie.

lina
Kącik do gimnastyki jest pierwsza klasa

Wiem, że się powtarzam, ale odwiedziłem już kilkanaście boksów i w żadnym, ale to ŻADNYM nie spotkałem się z sytuacją, by sprzęt był pokryty warstwą kurzu a sztangi rdzą. Sprzęt, nawet jeśli nosił ślady użytkowania, zawsze był w takim stanie, że bez obaw można go było wziąć do ręki. Ale to rzecz oczywista, ponieważ boksy zazwyczaj prowadzą zajawkowicze – ludzie, którzy w CrossFit weszli z pasji, wpakowali w nie swoje kredyty i zwyczajnie zależy im na dostarczeniu produktu jak najwyższej jakości. CC nie jest typowym CF boxem – jest częścią większego fit-kompleksu i to zwyczajnie widać wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami.

sanki
Niby zima a sanki stoją nieużywane

Pomimo ogromu miejsca i obfitości sprzętu, nie sądzę bym kiedykolwiek jeszcze odwiedził CrossCore. Być może trafiłem na złą chwilę, może to sytuacja incydentalna, ale niesmak pozostał i będąc w Trójmieście wolę wpaść do CrossFit stocznia, gdzie nie tylko sprzęt jest zadbany, ale mam też wrażenie, że poza kasą ktoś tam włożył sporo serca –  czyli dokładnie tego, co sprawia że chce się wracać i ćwiczyć.

 

Reklamy

4 thoughts on “CrossCore – między pakernią a boxem”

  1. Nikt mi nie wierzył, gdy mówiłam, że sztangi wyglądają jak wyciągnięte prosto ze złomu…w dodatku na zajęciach jest pierdylion ludzi, a pojęcie bhp nie istnieje. Szkoda, bo wody są świetne, tylko niekoniecznie jest miejsce na jego wykonanie na 100% (przy takiej frekwencji ilość sprzętu niewystarczająca). Co do zajęć begginers – w moim odczuci, są dla osób które już mają jakiekolwiek pojęcie o crossie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Z tym złomem to trafione w punkt – i niestety pokazuje to, jaki jest realny stosunek właściciela/managerów klubu do ludzi, którzy tam uczęszczają.

      Polubienie

  2. no to się hejt na sieci posypie 🙂
    ale szok – rdza na sztangach – nikt ich nie używa ? 🙂
    może tam po prostu są niekorzystne warunki klimatyczne – kurz sam osiada a sztangi rdzewieją od nadmiaru wilgoci :):):)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s