Bling, bling. Mlask, mlask

Święta to dla wielu czas kulinarnej grozy. Przyzwyczajeni do w miarę czystej michy i równie rozsądnego cheatowania wracamy w rodzinne strony, gdzie pojęcie umiaru i zdrowej żywności nie istnieje. Co bardziej bezkompromisowi jadą uzbrojeni we własne pudełka z  jedzeniem, jednak zdecydowana większość z nas poddaje się w rezygnacji wiedząc, że tak się u nas świętuje, taka tradycja i tak już musi być. Trzeba jakoś przeżyć te 2-3 dni obżarstwa a potem zwiększy się ilość treningów, zaciśnie pasa, wrzuci ze trzy desperackie memy na fejsa i po dwóch tygodniach wszystko wróci do normy.
Może na plaży nikt nie zauważy…

Idea świątecznego obżarstwa pochodzi z czasów, gdy pożywienie zdobywało się ciężką pracą a głód był zjawiskiem normalnym. Nie, nie mówię tu o mrokach średniowiecza – ale o pierwszej połowie XX wieku. Jeśli nie wierzycie – zapytajcie dziadków –  oni wam powiedzą, jak to naprawdę wyglądało. Nie musicie zresztą pytać dziadków –  zapytajcie rodziców, jak wyglądało zdobywanie jedzenia w PRLu i ile się stało w kolejce po cokolwiek. Poszukajcie w sieci zdjęć pustych sklepów i półek pełnych octu – tak wyglądał nasz świat jeszcze 30 lat temu. Mam to szczęście, że pamiętam wszystko jak przez mgłę, ale nasi rodzice i dziadkowie pamiętają to doskonale.

To, że możemy pójść do sklepu, kupić co chcemy i obeżreć się pod korek to żaden dramat, tylko luksus. Nieprawdopodobny luksus naszych czasów – że jest jedzenie, jest go w bród i jest tak tanie, że w zasadzie każdy, poza osobami naprawdę ubogimi, może się w ten czas nawpieprzać do urzygu.
Luksusem jest też to, że możemy się przejmować „etycznym” pochodzeniem kupowanych jajek, czy mięsa. Luksusem jest czas, który zamiast spędzać na staniu w kolejce za pralką, obskurną meblościanką, czy zwyczajnym kawałkiem wędliny o smaku starego kartonu, możemy poświęcić na bieganie, CrossFit, czy pompowanie bica na siłowni. Luksusem jest to, że możemy narzekać na ceny markowych ciuchów do fitnesu – bo kiedyś nie było nic. KOMPLETNIE NIC.
Była bieda z nędzą, syf i gołoborze.
I wódka na kartki.

Nie piszę Wam o tym, by straszyć kombatanckimi opowieściami, czy wywoływać duchy czasów (mam nadzieję) bezpowrotnie minionych. Piszę o tym, byście pamiętali, że ten wasz fitnesowy dramat, ta katorga którą będziecie przeżywali przy rodzinnym stole to jest luksus. Luksus tak nieprawdopodobny, że się w bani nie mieści. Miejcie więc wyrozumiałość dla babć i mam, które będą was futrowały serniczkami, mazurkami i wszystkim tym, co według nich jest najlepsze a w was budzi poczucie winy. One, w odróżnieniu od was pamiętają NAPRAWDĘ ciężkie czasy i rozumieją, że pełne półki nie są niczym oczywistym.
Że to, co dziś powszechne i ogólnodostępne, może się skończyć z dnia na dzień.

Skończcie więc z tą świąteczną histerią i cieszcie się, że problem przejedzenia jest w te dni największym z waszych problemów. Że stać was na to, by się martwić pierdołami.
To jest luksus –  więc pławcie się w nim, póki możecie.

 

P.S.
To była wersja krótka.
Wersję dłużą, ale na nieco inny temat, znajdziesz tu.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Bling, bling. Mlask, mlask”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s