Nie bądź jak twój stary

Na moim bazarku sprzedaje facio chleb. Nie tylko chleb, bo i chałkę drożdżową prima sort można u niego kupić – ale nie w tym rzecz. Otóż  facio ten, na oko jeszcze młody (bo max jakieś 40 z groszami bym mu dał) zawsze był, delikatnie mówiąc „przy kości”. Może nie chorobliwie upasiony, ale spokojnie ze 30 kg nadwagi miał – w sam raz na dobry start w maraton chorób wieku średniego.

Jakoś tak się złożyło, że przez dłuższy czas nie odwiedzałem jego stoiska, a gdy po kilku miesiącach przerwy zachciało mi się drożdżówki, omal faceta nie poznałem. Schudł, ja wiem, ze dwadzieścia kilo to na bank – i nagle się okazało, że z zapuszczonego dresiarza zrobił się normalny facet w średnim wieku (choć wciąż w dresach).
Gdy pozbył się tej tłuszczowej opuchliny, zmieniły mu się rysy twarzy, postura, ruchy. Żona widząc go stwierdziła, że wyprzystojniał i jakby go jeszcze w jakieś porządne ciuchy ubrać, to pewnie niejedna handlarka by się za nim obejrzała 😉

Znam też kilku innych, którzy na pewnym etapie życia wyglądali jak nadwiślański amator japońskich zapasów, po czym zrzucili te 20-30 kilo i nagle okazało się, że z zapuszczonych młodych dziadów pozmieniali się w normalnych, fajnych facetów a jeden, który ciut bardziej się na siłowni rozpędził, mając „trzydzieści dziewięć i pół” może spokojnie zadawać szyku na podmiejskich kąpieliskach 😉

Wesoły grubasek oraz inne mity

Nie poznałem jeszcze grubasa, który byłby __naprawdę__ szczęśliwy ze swoją nadwagą. Nawet mój znajomy, który na wszystko ma co najmniej dwie odpowiedzi stwierdził, że życie bez dodatkowych trzydziestu kilogramów (bo tyle zrzucił) jest trzydzieści razy lepsze –  choć zanim wziął się za siebie uparcie twierdził, że na mistera uniwersum i tak jest już za stary –  więc szkoda wysiłku.
„Kochanego ciałka nigdy za wiele” mówią tylko ci, którzy je mają – bo jakoś trzeba sobie zracjonalizować swój obecny stan, jakoś go oswoić. Kiedy jednak uda się zbędnych kilogramów pozbyć – wtedy nagle okazuje się, że wcale tak fajnie im nie było.
Bo gdyby naprawdę było –  po co by się ich pozbywali?

Jakkolwiek to brutalnie nie zabrzmi, życie grubasa jest trudne a grubasy są brzydsze. Owszem, zdarzają się jednostki o tak niesamowitym uroku osobistym, który przyćmiewa wszystko w promieniu piętnastu metrów (miałem taką koleżankę w szkole – zawsze brylowała w towarzystwie i wszyscy ją lubili) ale w powszechnym odbiorze potrójne podbródki, obwisłe podgardla i nalane twarze nie są fajne; zaś otyła dusza towarzystwa to bardziej wyjątek, niż reguła.

Ale co ci to przeszkadza?

Po co ja o tym wszystkim piszę?
Zdaniem niektórych pewnie po to, by władować frustrację hejtując chorych na cukrzycę i osoby z zaburzoną gospodarką hormonalną.
Otóż nie.

Piszę o tym po to, by pokazać, że nawet w wieku czterdziestu lat, gdy czas największej atrakcyjności mamy już za sobą (tak tak, ewolucja jest nieubłagana) wciąż można tanim kosztem wyglądać dobrze. Że otyłość, rozumiana nie jako parę kilogramów tu czy tam, ale ta solidna, liczona w dziesiątkach, może nawet z najfajniejszego faceta zrobić zwykłego dziada. Tu wrócę do mojego sprzedawcy chałek, który z typowego zapuszczonego czterdziestolatka stał się, zdaniem mojej żony, całkiem przystojnym i atrakcyjnym facetem. A przecież nic się w nim nie zmieniło poza tymi (na oko) dwudziestoma kilogramami!

Jasne, są ludzie, dla których otyłość nie jest kwestią stylu życia, tylko choroby – ale nie o nich tu mowa. Mówię o dorosłych, zdrowych facetach, którzy chipsami, browarkami, goloneczkami i siedzeniem na dupie dodają sobie lat i odejmują uroku. Jasne, nie każdy rodzi się Antonio Banderasem, czy innym Dorocińskim, który nawet w juchtowym worku wygląda jak młody bóg (no dobra, może z krzyża zdjęty) – ale to nie powód by się dodatkowo „zbrzydzać” – bo trzymając się tej logiki, skoro już się podłapało grypę, to dodatkowe zapalenie płuc wiele nie zmieni.
Prawda?
No nie do końca…

Wiem, że żyjemy w czasach przerysowanych reakcji i nastawienia „wszystko albo nic”, ale nie dajmy sobie sprać mózgów. Nie musimy od razu wyglądać jak odwodnieni modele z okładek fit magazynów – wystarczy, że nie będziemy wyglądać jak dziady. Że jak ten sprzedawca chałek, zaczniemy wyglądać na normalnych facetów w swoim wieku.

Bo bez względu na pesel, za młodzi jesteśmy by wyglądać jak nasi starzy.

Reklamy

3 thoughts on “Nie bądź jak twój stary”

    1. Jak to jest, że im więcej czytam tego ojca to tak w 95% mogę się podpisać pod tym, co on napisze? Czytam tym więcej, bo od przypadkowego znaleziska wpadł mi blog oko. A jak coś wpadnie to zaczynam od początku (jestem na 01/2014 aktualnie), żeby lepiej poznać. Zatem ni dziw się na jakieś komentarze do historycznych wpisów hehe
      PS 36 na liczniku, 1.5 roku temu zacząłem pływać, rok temu biegać (żeby lepiej pływać). Jak człowiek już _TO_ zacznie to musi się powstrzymywać od niekontrolowanego czasem walenia głową w ścianę, czemu wcześniej do łba to nie wpadło. Powodzenia Wojciechu!

      Polubienie

  1. No tak. Ja zacząłem opcję „dbania o siebie” w wieku…….54 lat. Nigdy nie ćwiczyłem, póki nie odkryłem crossfit. Totalnie się zadłużyłem w tych zajęciach. Jestem najstarszy z grupy, ale to nie świadczy , że najgorszy😊. Moje życie się totalnie przewartościowało na plus. Ze starszego pana z dość pokaźną oponką, przez półtora roku zrobił się gość z metabolizmem i ciałem dość atrakcyjnego czterdziestolatka. Ciśnienie jak „młody Bóg” , puls 57. Widzę już zarysy ” kaloryfera” z czego bardzo się cieszę. Z kanapowego lwa z pilotami i laptopem zmieniłem się w czynnego człowieka, który nie odpuszcza żadnych zajęć (trzy razy w tygodniu, dodatkowo basen w niedzielę). Zapytacie …..czy warto? WARTO

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s