Wrażliwcy i ordynusy czyli rzecz o bezdusznych blogerach

CrossFit to sport dla twardzieli. Mordercze treningi, reżim żywieniowy, konsekwentnie realizowane treningowe plany. Opony, młoty i walące o ziemię sztangi.
Wystarczy jednak poczytać krosfitowe profile, wdać się w pierwszą lepsza dyskusję by przekonać się, że pod tymi maskami twardzieli jesteśmy wrażliwi jak rozbujane hormonami gimnazjalistki.

Na co dzień pozujemy na twardzieli i pokazujemy, jak bardzo mamy na wszystko wyjebane, ale wystarczy jedno słowo krytyki, byśmy zareagowali z pełną furią. Wytatuowani i groźnymi minami jesteśmy tak niepewni siebie, że byle krytyka wybija nas z równowagi –  i nie ważne, czy jest to krytyka uzasadniona, czy zwykła chamska złośliwość – reagujemy histerycznie niczym hipster, któremu zbiegła się ulubiona apaszka od zary.

Brałem udział w kilku takich „dyskusjach”, które jako żywo przypominały małżeńską kłótnię. Z Jednej strony padały racjonalne argumenty, z drugiej zaś leciały ciosy ad personam. Nie chodziło o zrozumienie; o to czy krytyka jest uzasadniona czy nie – tylko żeby odgryźć się, oddać, pierdolnąć na odlew.
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego tak jest –  dlaczego druga strona nie rozumie tego, co się do niej mówi. Czy to tylko kwestia przewrażliwienia i delikatnego ego, czy jest w tym może coś więcej.
Może to nie tak, że „oni są stuknięci”, tylko ja też jestem nie do końca w porządku?

Pie*dol blogera

Przyznać trzeba, że my blogerzy również mamy za uszami.
Pisząc w tonie histeryczno – teatralnym, przerysowując i wulgaryzując język nie dajemy  drugiej stronie pola manewru. Na starcie wchodząc  z wysokiego „c”, pisząc o szambach, kryminałach i podając to wszystko ze stekiem wulgaryzmów  sami prowokujemy agresywne reakcje. Jest to nasz błąd ewidentny i nie ma co szukać usprawiedliwień.

Dajemy dupy na polu rzeczowej dyskusji, ponieważ rzeczowych dyskusji nie prowokujemy. Język, którym się posługujemy – złośliwostki, uszczypliwości a czasem zwykłe chamstwo – nie pozwala na nic innego poza pyskówkami i pseudointeligentnymi  heheszkami.
Sami prowokujemy te bójki, z których nie wynika nic poza nowymi siniakami i wzajemną niechęcią.

Język Internetu jest prostacki i zwulgaryzowany. Zamiast analizy mamy powierzchowne opinie, zamiast próby zrozumienia – udowadnianie swoich racji; zamiast tłumaczyć -wklejamy memy. Wszystko na szybko, byle dosrać, byle pokazać jakim się nie jest zajebiście dowcipnym i uderzyć, zanim się przeciwnik zorientuje.

Posługując się takim językiem nie mamy szans, by się dogadać w kwestiach tak drażliwych, jak dyskusyjna technika, standardy ćwiczeń, czy faktyczne, bądź domniemane no-repy. To jakby dłubać patykiem w  otwartej ranie licząc, że pacjent wykaże zrozumienie.
Tak się nie da!

Nie da się dyskutować o rzeczach trudnych, dotykających ludzi osobiście, używając oceniająco-konfrontacyjnego słownictwa.
To nie ma prawa się udać!

Balony i blogerzy wyklęci

Nie możemy oczekiwać, że ludzie nabiorą dystansu do siebie – więc musimy przestać prowokować. Musimy, ponieważ człowiek sprowokowany nie myśli, tylko na wali na oślep. Uszczypnięty nie słucha, tylko leje czym popadnie.

Internet jest jak wielkie rozdęte ego – gdy wbijemy  w nie szpilę, zamiast lekkiego syku spuszczanego powietrza usłyszymy głośne pierdolnięcie i obudzimy się w leju.
Leżąc w nim z nikim się nie dogadamy.

Ponieważ większość  gównoburz przetacza się przez blogi i facebookowe profile, trzeba powiedzieć jasno, że to my, blogerzy, odpowiadamy za poziom internetowej dyskusji. Rzecz jasna, nie gadamy sami do siebie tylko rozmawiamy z ludźmi,  ale to my używając dosadnych porównań na dzień dobry ustawiamy ton wypowiedzi. To my tolerujemy chamskie wpisy i odpowiadamy na pyskówki. Dyskusje na naszych profilach mają taki poziom, jaki inicjujemy i na jaki pozwalamy. Jeśli więc chcemy cokolwiek w tej kwestii zmienić –  zacznijmy od siebie. Postawmy się po drugiej stronie monitora i pomyślmy, czy chcemy aby o nas pisano takim językiem?
Czy bylibyśmy wyważeni w swoich osądach, gdyby dosrywano nam z grubej rury?

Fajnie jest kąsać i mieć stylówkę „blogera wyklętego” co się netykiecie nie kłania –  super to robi na ego i lajków od tego przybywa. Rzecz w tym, że złośliwość prowokuje złośliwość a chamstwo odbija się chamstwem. Idąc tym tropem nigdy nie dojdziemy do porozumienia, jest za to duże prawdopodobieństwo, że dojdziemy do kresu wytrzymałości.
Cudzej i własnej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s