Konkurs piękności w przykusych gatkach

Za każdym razem, gdy zdarzy mi się zażartować z kulturystyki, słyszę że jestem hejterem. Małym zawistnikiem, który nie mając dość siły, by samemu coś osiągnąć naśmiewa się z tych, którzy do czegoś doszli.
Nie da się ukryć, że wielkim fanem bodybuildingu nie jestem – ale nie nazwałbym tego zawistnym hejtem. Moja niechęć do „pompowania bica” ma bardzo konkretne podłoże.
Już tłumaczę, jakie.

Prawdziwy mężczyzna nie napina się przed lustrem

Kulturystyka nie przemawia do mnie z jednego zasadniczego względu – dobrego smaku. Widok nasmarowanych bronzerem facetów, paradujących w samych slipkach po scenie, tak zwyczajnie i po ludzku budzi we mnie niesmak. Rozumiem „tło” tego napinania i smarowania – że chodzi o to, by jak najlepiej pokazać wypracowaną muskulaturę a nabrązowione mięśnie są lepiej widoczne – niemniej bez względu na to, jaki jest cel takiego zachowania,  napinanie się i wyginanie ku uciesze widowni jest czymś, co w moim prywatnym „zestawie męskich wzorców” nie znajduje się nawet w poczekalni.

Kulturystyka to sport sylwetkowy, oceniający wygląd  –  czyli de facto męski konkurs piękności – a w moim przekonaniu, branie udziału w konkursach piękności nie przystoi facetowi.

Facet to nie tylko biceps i włosy na jajach – facet to przede wszystkim pewien sposób bycia,  kod zachowania, zasady których się przestrzega. Nie oznacza to, że musi być od razu chrząkającym prymitywem, ale choćby był wielki jak autobus i miał bicepsy jak anakonda, z chwilą, gdy rozbiera się do slipek i paraduje przed publicznością, od striptizera w damskim klubie dzieli go tylko brak muzyki i pijanych czterdziestolatek na widowni..

Fundament bodybuildingu –  sprawdzanie, czy mięśnie są równe, symetryczne, czy mają zachowane proporcje – kojarzy mi się z ocenianiem zwierząt na wystawach, albo niewolników na targach.

Nie podoba mi się sama idea porównywania wyglądu, ponieważ wg mnie facet ma być funkcjonalny a nie ładny. Ładny to może być samochód, obraz – ale nie mężczyzna. Owszem, istotne jest aby był zadbany i nie umierał na zawał wnosząc siatki na piętro – ale smarowanie się bronzerem i napinanie przed lustrem to moim zdaniem jest postawienie świata na głowie.

Przy okazji Cross Baltic Challenge miałem okazję zetknąć się ze światkiem kulturystycznym i wyglądało to jak muskularny wyścig zbrojeń –  kto większy, kto silniejszy, kto bardziej upodobni się do postaci z komiksu. Oglądając pokazy kulturystyczne w pewnej chwili zapytałem sam siebie „Stary, czy ty zdajesz sobie sprawę co robisz? Stoisz w tłumie nawalonych koksem facetów i oglądasz innych facetów, którzy w samych slipkach, usmarowani jakimś mazidłem prężą się do publiczności. Czy to jest rozrywka dla dorosłego faceta?”

Ładniejszy od swojej dziewczyny

Kultura siłowniania przesiąknięta jest narcyzmem i kultem swojego ciała. Ostatnio sporo czasu spędzam w fitness klubach i widzę jak wszyscy oglądają te bicepsy, prężą się do luster i sprawdzają, czy już im tricepsy stwardniały. Nogi chude jak patyki, ale koszulki na ramiączkach obowiązkowo – żeby w każdej chwili móc sprawdzić jak napuchł, czy już urósł…

Niedawno byłem świadkiem sytuacji, jak jakiś siłowniany (sądząc po muskulaturze) weteran oglądał swe bicepsy przed lustrem. Prężył się, napinał, oceniał i analizował, aż w pewnej chwili podeszła do niego jego dziewczyna i poirytowanym głosem zapytała „długo jeszcze będziesz się oglądał”?
Ja po czymś takim skurczyłbym się w sobie i spalił ze wstydu –  a on spokojnie, udając że nie słyszy, dalej kontemplował swoje ramiona…

I to jest dokładnie to, czego w bodybuildingu nie rozumiem – jakim cudem dorosły i teoretycznie dojrzały facet może stać przed lustrem i podziwiać swoje mięśnie? Jaki poziom samo zachwytu i narcyzmu trzeba osiągnąć, by mizdrzyć się przed lustrem jak kobieta?

Nie jestem przeciw – ja po prostu nie rozumiem.

Nie przeszkadza mi to, że kulturystyka to takie trochę „sprzedawanie fikcji”  – bo forma, w jakiej prezentują się zawodnicy na scenie, jest krótkotrwała. Miesiącami zbijają wagę, kilka dni przed zawodami zaczynają się odwadniać, na scenę wchodzą chwiejnym krokiem, wciągają brzuchy po czym gdy tylko z tej sceny zejdą, „dają w gaz” –  jedzą i piją jak szaleni, nierzadko przybierając kilkanaście kilogramów w ciągu 2-3 dni a po „idealnej formie” zostają tylko zdjęcia.

Nie przeszkadza mi też, że dla tych piętnastu minut chwały robią ze swoim zdrowiem cuda na kiju – są dorośli i sami za siebie odpowiadają. Co prawda ta forma, która utrzymuje się tylko na kilka dni  zawodów jest wzorcem, dla którego męczą i kłują się tysiące im podobnych –  ale to też mi nie przeszkadza – bo daleko mi do oburzenia z powodu „propagowania chorych wzorców”, czy czegoś w tym stylu. Jesteśmy dorośli i każdy wybiera to, co mu się podoba.

Dla mnie widok faceta prężącego się przed lustrem jest po prostu śmieszny.
Co z tego, że wielki jest jak holownik, skoro zachowuje się jak gimnazjalistka?
Co z tego, że włożył w siebie masę pracy, wysiłku i wyrzeczeń, skoro srożąc się przed lustrem całą tą swoją samczość, tą siłę i testosteron rozmienia na drobne?

Znam ludzi, którzy poważnie traktują bodybuilding. Doceniam i podziwiam ilość pracy, którą w siebie wkładają – ja bym nie był w stanie tak się poświęcić jak oni –  to bez dwóch zdań.
Nie mogę jednak zrozumieć celu, dla którego się poświęcają. Nie rozumiem, dlaczego biorą udział w konkursie piękności dla panów. Dlaczego nie jest im głupio wychodzić w slipkach i napinać się przed publicznością, albo zachwycać się bicepsem przed lustrem w fitness klubie?

Bilet do cyrku

Facet ma dziesiątki sposobów na popisanie się tężyzną fizyczną. Może podnosić ciężary, trenować sporty walki, boksować, uprawiać judo, zapasy; może nawet zostać strażakiem, wojskowym czy innym ratownikiem górskim. Może robić masę rzeczy, które od wieków wpisywały się w społeczną rolę mężczyzny i były traktowane, jako „zajęcie dla twardzieli”.

Nie rozumiem, dlaczego wybiera te najbardziej cyrkowe.

Reklamy

16 myśli na temat “Konkurs piękności w przykusych gatkach”

  1. cytując moją żonę – „z tego zdania wynika, że to kobiety są narcystyczne i niedojrzałe”, przeglądając się w lustrze i prezentując na wybiegach.

    Btw, czytając jakoś tak nasunęło mi się, że jakby za kulturystów podstawić ultrasów, to wpis mógłby pozostać niemal bez zmian. W końcu oni też robią cuda na kiju ze swoim zdrowiem. Widać po prostu my ludzie tak mamy, że mamy dziwne zamiłowania.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Igraszki ze zdrowiem jestem w stanie zrozumieć – bo to nieuchronny wynik podkręconej rywalizacji i udowadniania sobie różnych rzeczy. To, czego nie jestem w stanie zrozumieć to to, co popycha dorosłego faceta do paradowania w slipkach po scenie.
      Rozumiem, że chce być wielki, silny i w swoim mniemaniu atrakcyjny dla kobiet – ale to wszystko można osiągnąć bez napinki do lustra i smarowania bronzerem.

      Polubienie

  2. Pół biedy jak by to były sylwetki strawne dla kobiet. Współczesna kulturystyka to doping (często po bandzie), ekstremalne odwadnianie się, golenie nóg, smarowanie jakimś syfem, paradowanie w stringach, i wszystko po to, by pokazać innym przerośniętym „samcom” że masz prążki na dupie… Zaiste fascynujący konglomerat męskich i żeńskich cech 😉

    Polubienie

    1. Ciekawe jest też to, że panom wydaje się, że jak się napakują to są strasznie atrakcyjni dla kobiet, ale jak zapytasz kobietę nie-fitneskę, czy podobają się jej napakowani goście, w większości przypadków usłyszysz „czyś ty zwariował”?

      Polubienie

  3. choćbyście nie wiem jak się zarzekali widać, że was ściska… 😉 żadne krosfity, łejtliftingi, ketle i inne tego typu pierdoły nie dały i na dają wam tyle i może dać stare, dobre i sprawdzone pompowanie bica…
    salut chłopaki 😉

    Polubienie

    1. Hmmm, chyba jednak nie ściska. Zaryzykuję nadmierną generalizację i napiszę, że dla statystycznego krosfitera nie ważne jest jak wielkie masz mięśnie, tylko jaki użytek potrafisz z nich zrobić. Postaw kulturystę na starcie biegu typu Runmageddon – będzie największy, najpiękniejszy, ślicznie opalony i w ogóle budzący postrach – ale na mecie raczej ostatni. Dla mnie to świadczy o przewadze treningu funkcjonalnego. Bardzo niewielu z nas na co dzień znajduje się w ekstremalnych sytuacjach wymagających uniwersalnej sprawności, ale weźmy tych, dla kórych to jest chleb powszedni: strażaków, żołnieży czy innych specjalsów – przecież to dla nich wymyślono CF. Z kulturystyki i imponującej sylwetki nie mieliby wiele pożytku.

      Tym bardziej frapujące jest pytanie o cel i sens tego. Przekraczanie siebie, dążenie do doskonałości, poprawa wyników – jasne, to jak w każdym sporcie, tak samo w skoku o tyczce jak i w rajdach samochodowych. Ale tyle ciężkiej pracy na siłowni, podporządkowanie życia rygorystycznej diecie, prawie doktorat z farmacji – wytrwałość i determinacja których nie sposób nie podziwiać – tylko po to żeby wyglądać jak z kreskówki i napinać się na wybiegu? Nie mnie oceniać, każdy ma swoją zajawkę, ale tej akurat nie rozumiem.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Z tym doktoratem z farmacji to w punkt psze pana 🙂
        Mnie dodatkowo zastanawia, jak ciężko jest ludziom z kręgu BB zrozumieć, że nie każdy facet chce wyglądać jak oni; ze nie każdego to kręci. Że bycie napakowanym nie oznacza z automatu bycia atrakcyjnym dla kobiet.
        Jakiż to fantastyczny mix samozachwytu i spłaszczenia relacji międzyludzkich 🙂

        Polubienie

  4. Twój wpis zainspirował mnie do poszukania czegoś na ten temat w sieci, a kto szuka ten znajdzie – i to ile! Nie byłem tego ani trochę świadomy, ale też moja ekspozycja na środowisko BB jest zerowa, a tu proszę, jaka rywalizacja, jaka gorąca dyskusja, mem goni mem, diss za dissem 🙂 Poklikałem, poczytałem i oto co znalazłem: krosfiterzy śmieją się z BB, że nie są funkcjonalni, tymczasem onym wcale to nie przeszkadza, bo do funkcjonalności nie aspirują. „While the “other side” thinks it’s stupid because it’s not functional, I think it’s awesome because I love how it looks and it’s a form of expression. It’s using sport to create art.” I teraz jest jasne, dlaczego tego nie kumam – otóż sztuki też nie za bardzo 😉 A tak na serio, nie nakręcając atmosfery niepotrzebnej złośliwości, tu jest całkiem wyważona opinia bodybuildera: http://www.ironmagazine.com/2015/why-do-bodybuilders-hate-crossfit-so-much. Posypując nieco głowę popiołem trzeba przyznać, że wielu krosfiterów nie mówi o niczym innym i przyjmuje postawę „Dzień dobry, czy już zaakceptowałeś crossfit jako jedynie słuszny sport i lek na całe zło tego świata?”, co faktycznie może być irytujące. Zwłaszcza dla kogoś przyzwyczajonego do nienagannej techniki (idąc za autorem tego artykułu, załóżmy że w BB to jest obowiązujący standard), kto naogląda się ludzi robiących WODy na czas, albo tych pierwszych, nagradzanych brawami muscle-upów o których kiedyś pisałeś.

    Nie przedłużając – każde plemię ma swoje racje i argumenty, wspólnego gruntu jest niewiele i tak chyba zostanie. Spór na szczęście nie ma charakteru fundamentalnego, typu lud smoleński vs zdrowi na umyśle, więc do aktów przemocy raczej nie dojdzie.
    I dopiero apokalipsa zombie zweryfikuje kto miał rację 😉

    Pozdrawiam, dzięki za wpis!
    G.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo fajny ten artykuł, który podlinkowałeś – spokojny, rzeczowy – właśnie taką polemikę chciałbym czytać.

      Myślę że sporo animozji bierze się też z poczucia „lepszości” jednych od drugich. Jedni bo sprawniejsi, drudzy bo więksi. Jedni zachowują się jak sekciarze, drudzy czują się zagrożeni, bo do tej pory to oni byli „szeryfami na dzielnicy”.
      No i nie oszukujmy się – ani jedni ani drudzy do merytorycznej wymiany zdań nie przywykli 😉

      Polubienie

  5. Ja tylko chciałem dwie rzeczy sprostować:
    1. To nie jest tak że BB napinając się przed lustrem się podziwia czy jest przepełniony narcyzmem. Od momentu kiedy wziął się za ten sport nigdy nie jest spełniony, zawsze jest niezadowolony z harmonii/ekspozycji/niesymetryczności/innych mankamentów swoich mięśni. Może przysłowiowe dresiki Sebiksy z siłki prężą się narcystycznie przed lustrem, ale zapewniam, że prawdziwi BB na pewno nie ;). Ten sport, jak każdy inny, uczy pokory.

    2. Dużo o farmacji, dużo o kłuciu dupy, a przecież chłopaki startujący nawet na polskim podwórku z CF nie rosną tylko na kurczaku z ryżem. (nie mówiąc już o gejmsach).

    Polubienie

  6. Prawda jest też taka, że zarówno panowie jak i panie, startując w takich zawodach musza odznaczać się bardzo niskim poziomem tkanki tłuszczowej, co prowadzi do problemów z syntezą hormonów, zwłaszcza u kobiet, i, w konsekwencji, utraty zdrowia.
    Także to nie jest tylko nadmuchiwanie swojego w ego w dziwny dość sposób, ale też szkodzenie sobie, nie mówiąc już o dopingu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s